Obserwatorzy

O wszystkim , co w życiu może być ważne.

Oldis Mikst TV

Zmień swoje życie

Grunt to pewność siebie

BĄDŹ WOLNY OD OPINII INNYCH LUDZI




Nauczycielu, wiemy, że słusznie mó­wisz i uczysz, i nie masz
względu na osobę, lecz drogi Bożej w prawdzie na­uczasz.
(Łk 20, 21)

Przypatrz się swemu życiu i zobacz, jak jego pustkę wypełniłeś innymi ludźmi. W konsekwencji dusisz się nimi. Zauważ, jak oni kontrolują twoje za­chowanie poprzez akceptację albo wyrazy dezapro­baty. Dzięki swej obecności łagodzą poczucie osamot­nienia; podnoszą cię na duchu przez pochwały i stają się przyczyną rozpaczy poprzez krytyki i odrzucenie. Przyjrzyj się sobie uważnie i zobacz, jak prawie każ­dy moment swego życia poświęcasz na zjednywanie sobie ludzi, na pochlebianie im, i to niezależnie od tego, czy są to żyjący czy zmarli. Żyjesz według ich norm, zgodnie z ich standardami, szukasz ich towa­rzystwa, pragniesz ich miłości, boisz się, by cię nie wyśmiali, tęsknisz za ich poklaskiem, potulnie pod­dajesz się narzuconym wyrzutom sumienia; przeraża cię myśl postępowania wbrew modzie czy to w spo­sobie ubierania, mówienia, postępowania, czy nawet myślenia.
Zauważ, że nawet kiedy kontrolujesz innych, jesteś od nich zależny i przez nich zniewolony.
Inni ludzie tak dalece stali się częścią twego bytu, że nawet nie jesteś w stanie wyobrazić sobie życia bez ich nieustannej kontroli. Jest faktem, że zdołali ciebie przekonać, iż gdybyś kiedykolwiek uwolnił się od nich, to staniesz się wyspą — samotną, ponurą, bez miłości. Tymczasem prawda wygląda dokładnie odwrotnie. Jakże możesz kogoś kochać, kto cię znie­wolił? Możesz tylko pożądać, potrzebować, być zależ­nym, bać się i być kontrolowanym. Miłość można spotkać tylko tam, gdzie nie ma lęku i gdzie panuje wolność. Jak możesz osiągnąć taką wolność? Posłu­gując się dwojaką bronią w zwalczaniu twojej zależ­ności i zniewolenia. Po pierwsze, samoświadomością. Jest rzeczą prawie niemożliwą, by ktoś, obserwując stale głupotę bycia zależnym, pozostał w tej zależno­ści i zniewoleniu. Jednakże osobie poddanej nałogowi innych ludzi samoświadomość może nie wystarczyć. Musisz poświęcać czas tym czynnościom, które ko­chasz. Musisz odkryć pracę, której dokonujesz nie ze względu na jej użyteczność, ale ze względu na nią samą, niezależnie od tego, czy przyniesie ci ona su­kces czy nie, czy będziesz chwalony czy nie, czy bę­dziesz kochany i podziwiany czy nie, niezależnie od tego, czy ludzie ją znają i będą za nią wdzięczni czy nie. Czy istnieją w twoim życiu zajęcia, którym się oddajesz po prostu dlatego, że sprawiają ci przyje­mność i pochłaniają całą twoją istotę? Odkryj je, po­święcaj im swoją uwagę, gdyż one będą twoją prze­pustką do wolności i miłości.
Tymczasem prawdopodobnie zostałeś poddany praniu mózgu i przyjąłeś konsumpcyjny sposób my­ślenia, który można przedstawić w następujący spo­sób: radość z poezji, pejzażu czy fragmentu utworu muzycznego wydaje się stratą czasu; ty musisz na­pisać poemat albo stworzyć dzieło muzyczne czy dzie­ło sztuki. W zasadzie stworzenie dzieła samo w so­bie nie ma wielkiej wartości; twoje dzieło musi zostać poznane. Jakąż może ono mieć wartość, jeśli nikt go nie poznał? A nawet jeśli jest ono znane, to jeszcze nic nie znaczy, jeśli nie jest oklaskiwane i chwalone przez ludzi. Twoje dzieło zyska największą wartość, jeśli zdobędzie popularność i jeśli będzie się sprze­dawać! Tak oto na powrót znalazłeś się w ramionach i pod kontrolą ludzi. Według nich o wartości jakie­goś działania czy dzieła decyduje nie to, że zostało wykonane, że jest kochane i że jest źródłem radości samo w sobie, ale fakt, że pozwoliło odnieść sukces.
Królewska droga do mistyki i do Rzeczywistości nie prowadzi przez świat ludzi. Wiedzie ona przez świat czynności, które się wykonuje dla nich samych niezależnie od perspektywy sukcesu czy zarobku. Przeciwnie do tego, w co się powszechnie wierzy, le­karstwem na miłość i samotność nie jest towarzy­stwo innych ludzi, ale kontakt z Rzeczywistością. W chwili gdy dotkniesz tej Rzeczywistości, zrozu­miesz, na czym polega wolność i miłość. Wolność od łudzi — inaczej mówiąc, zdolność do prawdziwej miłości.
Nie myśl, że warunkiem narodzin miłości w twoim sercu jest spotkanie z ludźmi. To nie będzie miłość, ale powab albo współczucie. Miłość rodzi się w twym sercu raczej dzięki kontaktowi z Rzeczywistym. Nie jest to miłość dla jakiejś szczególnej osoby czy rzeczy, ale jest to rzeczywistość miłości — stosunek i po­stawa miłości. Taka miłość będzie następnie promie­niować na zewnątrz — na świat rzeczy i osób.
Jeśli pragniesz, by taka miłość zaistniała w twoim życiu, to musisz zerwać z wewnętrzną zależnością od innych ludzi. Wtedy uświadomisz sobie jej istnienie. Musisz zaangażować się w sprawy, które kochasz dla nich samych.

LUDZIE GWAŁTOWNI




Królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je.
(Mt 11, 12)

Porównaj spokojną i prostą wspaniałość kwitnącej róży z twoim życiem pełnym niepokoju i napięć. Róża obdarowana jest cechą, której tobie brak: jest ona całkowicie zadowolona z tego, czym jest. W przeci­wieństwie do ciebie nie zaprogramowano w niej już w chwili narodzin niezadowolenia z siebie, tak więc nawet na myśl jej nie przychodzi, by mogła być czymś innym. Oto dlaczego jest ona obdarzona na­turalnym pięknem i brakiem wewnętrznych konfli­któw; stan, który w świecie ludzi można spotkać u małych dzieci i mistyków.
Zastanów się nad swoim smutnym położeniem. Jesteś ciągle z siebie niezadowolony, bez przerwy chcesz się zmienić. Tak więc w konsekwencji pełno jest w tobie gwałtu i braku tolerancji dla samego sie­bie, które w miarę wysiłków, by się zmienić, tylko potęgują się. Każdej zmianie, którą udaje ci się osiągnąć, towarzyszą wewnętrzne konflikty. Ty sam cierpisz, gdy widzisz, że inni osiągają to, czego ty nie posiadasz, albo stają się kimś, kim ty nie jesteś. Czy byłbyś tak dręczony zazdrością i zawiścią, gdybyś jak róża był zadowolony z tego, kim jesteś i gdybyś nie pragnął być kimś innym. Ale ty ciągle dążysz, czyż tak nie jest, by być kimś innym; kimś, kto więcej wie, lepiej wygląda, kto jest bardziej popularny czy kto odniósł większy sukces życiowy. Pragniesz być bardziej cnotliwy, chcesz być bardziej kochany, wię­cej rozmodlony, chcesz znaleźć Boga, chcesz bardziej zbliżyć się do swoich ideałów. Pomyśl o smutnej hi­storii twoich wysiłków, by stać się coraz doskonal­szym, które kończyły się zwykle całkowitym fiaskiem albo dokonywały się za cenę walki i bólu.
Załóżmy teraz, że całkowicie rezygnujesz z wysił­ków, by stać się kimś innym, i że zgadzasz się na siebie takiego, jakim jesteś. Czy byłbyś w takim przypadku skazany na bierną akceptację siebie ta­kiego, jakim jesteś, i swego otoczenia takim, jakie ono jest? Oprócz pracowitego zmagania się ze sobą albo zupełnie biernej akceptacji istnieje jeszcze jedna droga. Jest to droga samo-zrozumienia. To wcale nie jest droga łatwa, gdyż aby zrozumieć, kim naprawdę jesteś, musisz się całkowicie uwolnić od pragnienia zmiany siebie na kogoś innego, musisz się nastawić na coś zupełnie innego. Zrozumiesz to, jeśli porów­nasz postawę uczonego badającego zachowanie się mrówek bez najmniejszej nawet próby oddziaływa­nia na nie z postawą trenera, który poznaje zwyczaje psa, by nauczyć go określonych zachowań. Jeśli bę­dziesz przyglądał się sobie bez zamiaru zmieniania siebie, jeśli będziesz poznawał swoje reakcje wobec ludzi i przedmiotów bez osądzania czy potępiania, czy wreszcie bez pragnienia reformowania siebie, to twoja obserwacja nie będzie selektywna, ale wszech­ogarniająca, nie będzie prowadzić do sztywnych wniosków, ale będzie w każdej chwili świeża i otwarta. Wtedy dostrzeżesz, iż dzieją się w tobie cudowne rze­czy: będziesz zalany światłem samoświadomości, sta­niesz się przejrzysty i przekształcisz się.
A więc zmiana się dokona? Ależ tak. W tobie i w twoim otoczeniu. Ale nie będzie wynikiem dzia­łań twego chytrego i niespokojnego Ja", które zawsze musi walczyć, porównywać, wywierać nacisk, moralizować i manipulować poprzez swoje ambicje, pro­wadząc do powstawania napięć, konfliktów i oporów pomiędzy tobą i Naturą - jest to wyczerpujący i pro­wadzący do samozniszczenia proces, przypominający jazdę samochodem przy włączonych hamulcach. Tutaj dzieje się zupełnie coś innego. Przekształcające światło samoświadomości pomija twoje schematy­czne i szukające siebie ”ja” i pozostawia całkowitą swobodę Naturze, która dokonuje w tobie podobnych zmian jak w kwiecie róży: naturalnych, pełnych wdzięku, bezwiednych, zdrowych i nie skażonych we­wnętrznymi konfliktami.
Jako że wszelkie zmiany są gwałtowne, również i ta zmiana nie obejdzie się bez gwałtu. Jednakże gwałtowność Natury ma w sobie tę cudowną cechę, że nie jest ona konsekwencją nietolerancji i niena­wiści wobec samego siebie. Tak więc w gwałtownej ulewie znoszącej wszelkie przeszkody nie ma gnie­wu, tak jak nie ma go w rybie pożerającej swoje mło­de potomstwo, posłusznej tylko tym nie znanym nam prawom ekologii, albo w komórkach ciała, które ni­szczą się nawzajem dla dobra całego organizmu. Kie­dy Natura niszczy, to nie czyni tego z żądzy nisz­czenia czy dla zaspokojenia własnych ambicji, ale dlatego, że jest posłuszna tajemniczym prawom, któ­re zapewniają dobro całego kosmosu za cenę życia i dobra poszczególnych części.
Ten sam rodzaj gwałtu budzi się we wnętrzu mi­styków, którzy walczą przeciwko ideom i strukturom zakorzenionym w społeczeństwach i kulturach, kiedy samoświadomość budzi w nich wrażliwość na zło, Podczas gdy im współcześni stali się na nie zupełnie głusi. Ten sam rodzaj gwałtu sprawia, że róża mimo wrogich jej sił, zakwita. Ta sama gwałtowna siła sprawia, że róża, podobnie jak mistyk, bezgłośnie umrze po wystawieniu swych wonnych płatków na słońce, żyjąc w delikatnym, pełnym wrażliwości usz­częśliwieniu, niepomna, by dodać choćby jedną mi­nutę do wyznaczonego jej czasu życia. Tak oto żyje pełna błogosławieństwa i piękna jak ptak powietrzny i jak kwiat polny, bez śladu niepokoju czy nieza­dowolenia, zazdrości, lęku czy rywalizacji tak cha­rakterystycznej dla ludzi usiłujących wszystko kon­trolować i do czegoś zmuszać, zamiast pozwolić zakwitnąć samoświadomości, pozostawiając całą tro­skę potężnym siłom Boga w Naturze.

Dekalog Zen



Nie przywiązuj się bałwochwalczo do żadnej doktryny, teorii, czy ideologii. Wszystkie systemy teoretyczne są jedynie drogowskazami; żaden nie objawia prawdy absolutnej. Unikaj ciasnego myślenia. Ucz się nie przywiązywać do aktualnie obowiązujących poglądów, abyś mógł zachować otwartość wobec cudzego punktu widzenia. Prawda tkwi w życiu, nie w doktrynach. Bądź gotów uczyć się przez całe życie, stale obserwując rzeczywistość w sobie i otaczającym cię świecie.
Nie zmuszaj nikogo - także dzieci - do wyznawania twoich poglądów. Nie posługuj się w tym celu groźbą, pieniędzmi, propagandą ani wychowawczym autorytetem. Poprzez współczujący dialog pomagaj innym odrzucać fanatyzm i ciasnotę poglądów.
Nie unikaj kontaktu z cierpieniem. Niech nie opuszcza cię świadomość, jak wiele cierpienia istnieje na świecie. Staraj się docierać do cierpiących na wszelkie możliwe sposoby: poprzez kontakty osobiste, odwiedziny, działania na rzecz innych. Nie trzeba daleko szukać...
Nie gromadź bogactw ponad miarę, gdy miliony głodują. Nie rób ze sławy, zysku, zamożności, czy przyjemności zmysłowych głównego celu twojego życia. Żyj prosto, dzieląc czas, energię i dobra materialne z tymi, którzy są w potrzebie.
Nie podsycaj gniewu i nienawiści. Naucz się wykrywać i transformować złe uczucia, póki są tylko ziarnem w twojej świadomości, zanim wykiełkują. Gdy czujesz pierwsze oznaki nienawiści lub złości - skupiaj uwagę na oddechu, aby postrzec i pojąć naturę tych uczuć oraz uwarunkowania osób, które je wywołały.
Nie rozpraszaj się. Obserwuj uważnie swoje oddychanie, aby stale powracać do tego, co się dzieje w chwili obecnej. Bądź w kontakcie ze wszystkim, co jest cudowne, odradzające i uzdrawiające w tobie samym i wokół ciebie. Zasiewaj w sobie ziarno radości, pokoju i zrozumienia, które sprzyja zachodzącym w głębi twojej świadomości procesom transformacji.
Nie mów rzeczy niezgodnych z prawdą - ani dla osobistej korzyści, ani po to, żeby wywrzeć wrażenie na słuchaczach. Nie wypowiadaj słów, które wywołują konflikty i nienawiść. Nie rozpowszechniaj niesprawdzonych wiadomości. Zawsze wypowiadaj się uczciwie i konstruktywnie. Miej odwagę zabrać głos, gdy dostrzegasz niesprawiedliwość, nawet wtedy, gdy może się to dla ciebie okazać niebezpieczne.
Nie wykonuj takiego zawodu, którego efekty są szkodliwe dla ludzkości bądź przyrody. Nie inwestuj w towarzystwa i spółki pozbawiające innych szansy na życie. Wybierz sobie zajęcie, które pomoże ci wyrazić twą troskę o innych.
Nie przywłaszczaj sobie rzeczy, które powinny należeć do kogoś innego. Szanuj cudzą własność, jednak nie dopuszczaj, by inni ludzie bogacili się na ludzkim cierpieniu, czy cierpieniu jakichkolwiek istot.
Szanuj własne ciało i obchodź się z nim jak najlepiej. Gromadź energie życiowe dla realizacji swoich ideałów. Nie podejmuj życia płciowego bez miłości i płynących z niej zobowiązań. Wkraczając w związki seksualne bądź świadom przyszłych cierpień, jakie możesz spowodować. Bądź w pełni świadom odpowiedzialności związanej z powołaniem nowego istnienia. Medytuj nad kształtem świata, do którego powołujesz nowe życie.

MĄDROŚĆ NATURY




Bądźcie więc roztropni jak węże, a nie­skazitelni jak gołębie!
(Mt 10, 16)

Wpatruj się w mądrość gołębi, kwiatów, drzew i całej natury. Jest to ta sama mądrość, która doko­nuje w nas tego, czego nasz rozum nie byłby w stanie nigdy dokonać: krążenia krwi, trawienia pokarmu, poruszania naszego serca, oddychania, uodparniania naszego ciała, leczenia ran, zaś nasz rozum jest za­jęty zgoła innymi sprawami. Ową mądrość natury zaczynamy dopiero teraz odkrywać u tzw. ludów pry­mitywnych, które podobnie jak gołębie są proste i mądre.
My, którzy uważamy siebie za bardziej cywilizo­wanych, rozwinęliśmy inny rodzaj mądrości; chytrość rozumu, dzięki której uświadomiliśmy sobie, że możemy poprawić Naturę i sami jesteśmy w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo i długie życie, zwię­kszyć jego tempo i komfort zupełnie nie znane ludom prymitywnym. A to wszystko dzięki w pełni rozwi­niętemu rozumowi. Wyzwaniem dla nas jest osiąg­nięcie prostoty i mądrości gołębia bez utraty sprytu rozumu węża.
Jak możesz to osiągnąć? Poprzez uświadomienie sobie bardzo istotnej sprawy, mianowicie ilekroć sta­rasz się poprawić Naturę wbrew niej samej, będziesz działał na własną szkodę, gdyż Natura jest twoją prawdziwą istotą. Jest to tak, jakby twoja prawa rę­ka walczyła z lewą albo twoja prawa stopa deptała po twojej lewej stopie. Obie strony przegrywają i za­miast być twórczym i pełnym życia, wikłasz się w konflikt. To jest sytuacja większości ludzi na świe­cie. Przyjrzyj się im: śmierć, szablonowość i klęska, oto co ich spotyka, bo weszli w konflikt z naturą; sta­rając się ulepszyć siebie samych, występują przeciw naturalnym potrzebom natury. W konflikcie Natury z twoim rozumem pokazuje się druga strona Natury; jeśli będziesz z nią walczył, ona zniszczy ciebie. Se­kret polega na poprawianiu Natury zgodnie z pra­wami Natury. Jak możesz osiągnąć tę harmonię?
Po pierwsze, pomyśl o zmianach, których chciał­byś dokonać w swoim życiu i w swojej osobowości. Czy nie dążysz do tych zmian, zadając gwałt swojej naturze i dążąc do bycia kimś według planów włas­nego ”ja”? Jest to przykład walki węża z gołębiem. A może zadowala cię studiowanie, obserwacja i zro­zumienie, bycie świadomym swego obecnego stanu i problemów, bez forsowania rzeczy według pragnień twojego "ja", może pozwalasz, by sama Rzeczywistość dokonywała zmian zgodnie z planami Natury, a nie twoimi? Jeśli tak, to twoje życie jest przykładem do­skonałego połączenia węża i gołębia. Przyjrzyj się niektórym swoim problemom, owym pragnieniom dokonania zmian w tobie samym i obserwuj, jak chcesz te problemy rozwiązać. Zobacz, jak chciałbyś dokonywać zmiany — zarówno w tobie, jak i w in­nych — posługując się nagrodą i karą, poprzez dys­cyplinę i kontrolę, poprzez moralizowanie i wywoły­wanie poczucia winy. Bardziej poprzez żądzę i duszę. ambicję i próżność niż poprzez pełną miłości akcep­tację i cierpliwość, pełne rozumienie i czujną samo­świadomość.
Po drugie, przyjrzyj się swojemu ciału i porównaj je z organizmem zwierząt kierujących się naturalny­mi potrzebami. Zwierzę nigdy nie jest przeciążone, napięte, poza momentami walki i lotu. Ono nigdy nie je ani nie pije czegoś, co mogłoby mu zaszkodzić. Ruchu i wypoczynku ma tyle, ile mu potrzeba. Zwie­rzę ma naturalne wyczucie, kiedy i w jakim stopniu powinno się wystawić na żywioły przyrody: wiatr, słońce, deszcz, gorąco czy zimno. Dzieje się tak dla­tego, ponieważ zwierzęta słuchają swojego ciała i po­zwalają się kierować jego mądrości. Porównaj to z głupotą twego własnego sprytu. Gdyby twoje ciało potrafiło mówić, co by ci powiedziało? Obserwuj żą­dze, ambicje, próżności, pragnienie pokazywania sie­bie i podobania się innym, poczucie winy, które za­głusza w tobie głos twego ciała, gdyż gonisz za celami wyznaczonymi przez twoje ”ja”. Istotnie, utra­ciłeś prostotę gołębia.
Po trzecie, postaw sobie pytanie, do jakiego sto­pnia jesteś w kontakcie z Naturą, z drzewami, zie­mią, łąką i niebem, wiatrem i deszczem, słońcem i kwiatami, ptakami i wszelką zwierzyną. Czy w ogó­le masz kontakt z Naturą? Co masz z nią wspólnego, czy obserwujesz ją, czy podziwiasz jej cuda, czy utoż­samiasz się z nią? Jeśli twoje ciało zbyt długo jest od niej odcięte, wysycha, staje się wiotkie i słabe, gdyż jest izolowane od swoich sił witalnych. Jeśli zbyt długo jesteś odizolowany od Natury, twój duch wysycha i obumiera, bo jesteś oderwany od swoich Korzeni.

JAŁMUŻNA




Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa.
(Mt6,3)

Z jałmużną jest podobnie jak ze szczęściem i świę­tością. To niemożliwe, byś mógł powiedzieć, że jesteś szczęśliwy, gdyż w tej samej chwili, w której uzmy­słowisz sobie swoje szczęście, ono cię opuści. Poza tym to, co ty nazywasz szczęściem, wcale nie jest do­świadczeniem szczęścia, ale chwilowym podniece­niem, poruszeniem wywołanym przez pewne osoby, rzeczy czy wydarzenia. Prawdziwe szczęście nie ma przyczyny. Jesteś szczęśliwy bez żadnej racji. Ono samo wymyka się świadomości. Jest świadomością nie-siebie.
Podobnie jest ze świętością. W momencie uświa­domienia sobie, że jesteś święty, smakujesz gorzkie­go owocu samousprawiedliwienia. Dobry uczynek jest dobrym uczynkiem tylko wtedy, gdy ty sam nie uświadamiasz sobie, że on taki jest — wkładasz tak wiele miłości w swoje działanie, że prawie nie uświa­damiasz sobie tego, że jest to dobry i zasługujący na pochwałę uczynek. Twoja lewa ręka nie ma pojęcia, że prawa ręka czyni coś dobrego, zapewniającego za­sługę w niebie. Robisz tak, bo to wydaje ci się natu­ralne i oczywiste. Poświęć trochę czasu, by uświa­domić sobie, że jakakolwiek cnota, którą możesz w sobie dostrzec, wcale nie jest cnotą, ale czymś, co chytrze sam z trudem wypracowałeś. Gdyby to była prawdziwa cnota, cieszyłbyś się nią głęboko i odczu­wałbyś ją jako coś tak dalece naturalnego, że do gło­wy by ci nie przyszło sądzić, że to jest cnota. Tak więc pierwszą cechą świętości jest to, że człowiek so­bie jej nie uświadamia.
Świętość nie wymaga specjalnych starań. Wysiłek może zmienić twoje zachowanie, ale nie może zmie­nić ciebie. Pomyśl: swoim staraniem możesz zdobyć pożywienie, ale nie możesz wzbudzić w sobie apety­tu; możesz sam położyć się do łóżka, nie jesteś jednak w stanie wymusić snu; z własnej inicjatywy możesz komuś wyjawić sekret, ale nie potrafisz obudzić za­ufania; możesz komuś powiedzieć komplement, ale nie potrafisz wzbudzić naturalnego podziwu; stara­jąc się, możesz wiele dokonać, jesteś jednak bezsilny wobec miłości i świętości. Wszystko, co możesz osiąg­nąć poprzez wysiłek, będzie tłumieniem, a nie natu­ralną zmianą i wzrostem. Zmiana dokonuje się tylko dzięki samoświadomości i zrozumieniu. Gdy zrozu­miesz własne nieszczęście, ono zniknie — a owocem będzie poczucie szczęścia. Gdy zrozumiesz własną pychę, ona ucichnie — owocem będzie pokora. Gdy zrozumiesz własne lęki, one się roztopią — owocem będzie poczucie bycia kochanym. Gdy zrozumiesz swoje przywiązania, one znikną — a w konse­kwencji poczujesz się człowiekiem wolnym. Miłość, wolność i szczęście nie są przedmiotami, które mó­głbyś wypracować. Ty nawet nie jesteś w stanie zro­zumieć ich istoty. Jedyne, co możesz uczynić, to przy­patrywać się stanom im przeciwnym i poprzez tę obserwację sprawić, że one powoli zaginą.
Jest jeszcze trzecia cecha świętości — ona nie może być przedmiotem pożądania. Jeśli będziesz pragnął szczęścia, będziesz niespokojny, dopóki go nie osiągniesz. Będziesz nieustannie przeżywał stan frustracji; niezadowolenie i niepokój zabiją każde prawdziwe szczęście, jakie może się pojawić. Jeśli pragniesz świętości dla siebie samego, to staniesz się człowiekiem chciwym, pełnym ambicji, staniesz się egoistą, człowiekiem próżnym i dalekim od świętości.
Chodzi tu o coś, co musisz zrozumieć: istnieją dwa źródła zmian, które mogą w tobie zajść. Jednym jest spryt ego, które zmusza cię do wysiłków, byś stał się kimś innym, niż jesteś. W ten sposób możesz dowar­tościować się i zacząć sam siebie gloryfikować. Innym źródłem jest mądrość Natury. Dzięki tej mą­drości uzyskujesz samoświadomość i zaczynasz rozu­mieć. To jest wszystko, co możesz zrobić, pozostawić zmianę — rodzaj, sposób, jej przebieg, czas samej zmiany — Rzeczywistości czyli Naturze. Twoje ”ja” jest wielkim technokratą. Ono nie jest w stanie być twórcze. Poprzez różne metody, techniki produkuje tzw. świętych ludzi. Są oni rygorystyczni, twardzi, mechaniczni, bez życia, nietolerancyjni zarówno w stosunku do siebie, jak i do innych — są to ludzie gwałtowni, stanowią prawdziwe przeciwieństwo świętości i miłości. Jest to ten rodzaj uduchowionych ludzi, którzy świadomi swej duchowej wielkości za­aranżowali proces i ukrzyżowali Mesjasza. Natura nie jest technokratą. Natura jest twórcza. I ty mo­żesz być człowiekiem twórczym, a nie chytrym tech­nokratą, jeśli się wyzujesz z wszystkiego — jeśli nie będzie w tobie żądzy, ambicji, niepokoju, pragnie­nia walki, zwyciężania, osiągnięcia celu, dojścia do czegoś. Wszystko to staje się możliwe dzięki ostrej, będącej zawsze w pogotowiu, przenikliwej i czujnej samoświadomości, która prowadzi do zaniku wszy­stkich możliwych szaleństw i egoizmów, wszystkich możliwych przywiązań i lęków. Zmiany, które nastąpią, nie są wynikiem twego sprytu ani wysiłków, ale są owocem Natury, która lekceważy twoje plany i do­bre chęci. Dlatego właśnie nie pozostawia miejsca dla poczucia zasługi czy radości z osiągnięcia czegoś. Twojej lewej ręce nie pozostawia nawet śladu świa­domości tego, co Rzeczywistość dokonuje poprzez twoją prawicę.

PIĘKNO ŚWIĄTYNI




Podeszli do Niego uczniowie, aby Mu pokazać budowle świątyni.
Lecz On rzekł do nich: Widzicie to wszystko? Zaprawdę, powiadam wam,
nie zosta­nie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony.
(Mt 24, 1-2)

Wyobraź sobie zgnuśniałego człowieka obrośnię­tego warstwami tłuszczu. Taki może stać się twój umysł — zgnuśniały, pokryty tłuszczem do tego stopnia, że stanie się zbyt tępy i leniwy, by myśleć, obserwować, badać i odkrywać. Gubi wrodzoną mu czujność, żywość i elastyczność i powoli zapada w sen. Rozejrzyj się wokół siebie, a zobaczysz, że większość ludzi ma właśnie taki umysł: stłumiony, ospały, chroniony warstwami tłuszczu, niechętny jakimkolwiek zakłóceniom czy pytaniom mogącym go obudzić.
Czym są owe warstwy? Każde przekonanie, które nosisz w sobie, etykietki, którymi naznaczyłeś ludzi i przedmioty, każde przyzwyczajenie i każde przy­wiązanie. Kiedy dorastałeś, twoi wychowawcy po­winni byli ci pomóc wydostać się z tych warstw i wy­zwolić twój umysł. Tymczasem społeczeństwo i twoja kultura, które największą wagę przywiązują do tych warstw, a nie do twego umysłu, nauczyły cię nawet ich nie zauważać, lecz uśpiły cię do tego stopnia, byś pozwolił innym ludziom — ekspertom: politykom, przedstawicielom kultury i religii — myśleć za cie­bie. Tak oto zostałeś przywalony ciężarem nie zno­szącego krytyki autorytetu i tradycji.
Spróbujmy przeanalizować jedną warstwę po dru­giej. Najpierw twoje przekonania. Jeśli jesteś komu­nistą albo kapitalistą, muzułmaninem albo Żydem, żyjesz naznaczony uprzedzeniami, a więc w sposób skrzywiony; istnieje bariera, warstwa tłuszczu po­między Rzeczywistością a tobą, gdyż nie dostrzegasz jej ani jej nie dotykasz w sposób bezpośredni.
Druga warstwa: twoje idee. Jeśli jesteś przywią­zany do pewnej opinii na temat jakiejś osoby, nie ko­chasz tej osoby, lecz pogląd, który masz na jej temat. Gdy widzisz, że ta osoba coś mówi albo gdy zacho­wuje się w określony sposób, od razu przyklejasz jej etykietkę: ona jest głupia albo on jest tępy, albo on jest okrutny, a ona jest zachwycająca itd. Tak więc masz już gotowy obraz, warstwę tłuszczu pomiędzy tobą i tą osobą. Kiedy spotkasz ją następnym razem, będziesz ją odbierał poprzez pryzmat opinii, jakie masz na jej temat, choćby ta osoba się w tym czasie zmieniła. Zauważ, jak patrzysz na większość zna­nych ci ludzi.
Trzecia warstwa: przyzwyczajenia. Przyzwyczaje­nie odgrywa zasadniczą rolę w życiu ludzkim. Czy bylibyśmy w stanie w ogóle chodzić, mówić czy pro­wadzić samochód, gdyby nie nasze przyzwyczajenia? Jednak przyzwyczajenia powinny się ograniczać do spraw czysto mechanicznych — nie powinny doty­czyć miłości i sposobu widzenia. Któż chciałby być kochany na mocy przyzwyczajenia? Czy siedziałeś kiedy nad brzegiem morza urzeczony majestatem i tajemnicą oceanu? Rybak patrzy każdego dnia na ocean i nie dostrzega jego wielkości. Dlaczego? Jest to otępiający wynik warstwy tłuszczu zwanej przyz­wyczajeniem. Masz wyrobione stałe pojęcia na temat rzeczy, które widzisz, i z chwilą gdy je spotkasz, wła­ściwie nie postrzegasz ich w zmieniającej się świeżości, ale jako ciągle te same mętne, tępe i nudne idee, do których doszedłeś siłą przyzwyczajenia. I to jest twój sposób postępowania z ludźmi i z przedmio­tami; tak właśnie się do nich odnosisz: nie ma tu świeżości, zaskoczenia nowością, ale ciągle ten sam rutynowo nudny stosunek wynikający z przyzwycza­jenia. Jesteś niezdolny do patrzenia w inny, bardziej twórczy sposób, gdyż wyrobiwszy w sobie taki właś­nie nawyk patrzenia na świat i na ludzi, możesz włą­czyć w twoim umyśle automatycznego pilota i pójść spać.
Czwarta warstwa: twoje przywiązania i twoje lęki. Tę warstwę można najłatwiej zobaczyć. Weźmy pod uwagę silne przywiązanie, lęk albo antypatię, które odczuwamy wobec kogoś lub czegoś — w mo­mencie, gdy kierujesz się takim odczuciem, przesta­jesz widzieć, jaka ta osoba lub rzecz jest naprawdę. Wystarczy, byś przypomniał sobie osoby, których nie lubisz, których się boisz, albo do których jesteś przy­wiązany, by zdać sobie sprawę, jak bardzo jest to prawdziwe.
Czy widzisz teraz, że znajdujesz się w więzieniu stworzonym przez wierzenia i tradycje twego społe­czeństwa i kultury, przez idee, uprzedzenia, przy­wiązania i lęki wynikające z twoich uprzednich do­świadczeń? Kolejne mury otaczają twoją więzienną celę, tak że wydaje się rzeczą prawie niemożliwą, byś mógł kiedykolwiek z niej wyjść i doświadczyć bogac­twa życia, miłości i wolności, które znajdują się da­leko poza więzienną fortecą. A jednak zadanie to jest nie tylko możliwe, ale w gruncie rzeczy łatwe, a na­wet zachwycające. Jak możesz się wydostać z twojej celi więziennej? Powinieneś zrobić cztery rzeczy: po pierwsze, zdać sobie sprawę, że jesteś otoczony mu­rami więziennymi, że twój umysł jest uśpiony. Większości nawet nie przychodzi to do głowy, tak więc żyją i umierają jako więźniowie. Większość łudzi sta­je się konformistami; dostosowują się do więziennego życia. Nieliczni stają się reformatorami; walczą o po­prawę warunków życia w więzieniu, o lepsze światło, lepszą wentylację. Niezmiernie rzadko pojawiają się buntownicy, rewolucjoniści, którzy rozwalają mury więzienia. Możesz stać się rewolucjonistą, jeśli mury więzienne staną się. dla ciebie sprawą najważniejszą.
Po drugie, przypatruj się murom. Spędzaj godzi­ny, przypatrując się własnym ideom, przyzwyczaje­niom, swoim przywiązaniem i lękom, nie osądzając ich ani ich nie potępiając. Przypatruj się im, a one runą.
Po trzecie, poświęć trochę czasu na obserwację lu­dzi i rzeczy wokół siebie. Przypatruj się, ale patrz rzeczywiście tak, jakbyś je widział po raz pierwszy; twarzy przyjaciela, liściom drzewa, ptakowi w locie, zachowaniu i gestom ludzi, których spotykasz. Zo­bacz ich znowu naprawdę takimi, jakimi w istocie są, bez tłumiącego i ogłupiającego działania twoich idei i przyzwyczajeń.
Czwarty i najważniejszy krok: usiądź spokojnie i obserwuj działanie twojego umysłu. Jest on żywym strumieniem myśli, uczuć i reakcji. Przyglądaj się te­mu wszystkiemu przez dłuższy czas tak, jak wpatru­jesz się w płynącą rzekę albo jak patrzysz na film. Po pewnym czasie będzie to dla ciebie o wiele bar­dziej pasjonujące niż przyglądanie się jakiejś rzece czy filmowi. A przede wszystkim odczujesz przypływ życia i coraz większe wyzwolenie. A poza tym, czy można to nazwać życiem, jeśli nie jesteś świadom swoich własnych myśli i odczuć? Mówi się, że życie bez samoświadomości nie jest nic warte. Nie można nawet nazywać go życiem; jest to mechaniczna egzystencja robota; sen, nieświadomość, śmierć; a przecież jest to coś, co ludzie nazywają ludzkim ży­ciem.
Tak więc patrz, obserwuj, pytaj, badaj, a twój umysł stanie się żywy i rozproszy warstwy tłuszczu; stanie się ostry, czujny i aktywny. Mury twego wię­zienia runą, tak że nie pozostanie kamień na kamie­niu ze świątyni i będziesz uszczęśliwiony, bo zoba­czysz rzeczy takimi, jakimi one są, doświadczysz bezpośrednio Rzeczywistości.

ŻYCIE WIECZNE




Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?
(Mt 19, 16)

Wyobraź sobie, że jesteś w sali koncertowej na wy­stępie wspaniałego zespołu muzycznego i nagle uświadamiasz sobie, że zapomniałeś zamknąć swój samochód. Boisz się o samochód, nie możesz wyjść z sali i nie jesteś w stanie cieszyć się muzyką. Masz przed sobą doskonały obraz ludzkiego życia przeży­wanego przez większość z nas.
Życie dla ludzi umiejących słuchać jest symfonią; ale naprawdę tylko niewielu jest zdolnych do słucha­nia tej muzyki. Dlaczego? Gdyż są zajęci słuchaniem hałasów związanych z ich uwarunkowaniami i z ich zaprogramowaniem. Poza tym jest jeszcze coś innego — ich przywiązania. Przy wiązanie jest największym wrogiem życia. By naprawdę usłyszeć symfonię, musisz być uwrażliwiony na każdy instrument w or­kiestrze. Jeśli tylko dźwięk bębna sprawia ci przy­jemność, to nie usłyszysz symfonii, gdyż bęben za­głusza wszystkie inne instrumenty. Możesz szczegól­nie lubić bęben, skrzypce lub fortepian; nie ma w tym nic złego. Ulubione instrumenty w niczym nie ogra­niczają twojej zdolności słyszenia i podziwiania in­nych instrumentów. Ale w chwili gdy twoja prefe­rencja stanie się przywiązaniem, stępi twoją wrażli­wość na inne dźwięki i zaczniesz je lekceważyć. Przywiązanie czyni cię ślepym na ten jeden instru­ment, zaczynasz obdarzać go wartością, której on w gruncie rzeczy nie posiada.
Teraz przyjrzyj się osobie lub rzeczy, do której je­steś przywiązany: komuś lub czemuś, co otrzymało od ciebie moc uczynienia cię szczęśliwym lub nie­szczęśliwym. Zobacz, jak z powodu twojej koncentra­cji na zdobyciu tej osoby czy rzeczy i w miarę kur­czowego trzymania się ich oraz łączenia twoich radości tylko z tą osobą czy rzeczą z wykluczeniem wszystkich innych osób czy rzeczy, tracisz wrażli­wość na całą resztę świata. Ogarnia cię znieczulica. Zdobądź się na odwagę i zobacz, jak zaczynasz kie­rować się uprzedzeniami i jak bardzo stajesz się śle­py w obecności tej osoby czy rzeczy, do których jesteś przywiązany.
Jeśli to dostrzeżesz, odczujesz wielką tęsknotę, by pozbyć się wszelkich przywiązań. Powstaje pytanie, w jaki sposób? Wyrzeczenie i ucieczka w niczym nie pomogą, gdyż zagłuszanie dźwięku bębna uczyni cię równie twardym i niewrażliwym jak skupienie uwagi tylko na bębnie. To, czego ci potrzeba, to nie wyrze­czenie, ale zrozumienie, samo-świadomość. Jeśli twoje przywiązania stały się powodem cierpień i zmar­twień, to mogą stać się pomocą w zrozumieniu. Jeśli ostatnio było ci dane poznać słodki smak wolności i przeżyć zachwyt nad życiem nie ograniczonym żad­nym przywiązaniem, to również może ci pomóc. Może ci pomóc świadome przysłuchiwanie się dźwiękom innych instrumentów w orkiestrze. Jednak nic nie może zastąpić samoświadomości, która odsłania ci, co tracisz w chwili, gdy przeceniasz dźwięk bębna i stajesz się głuchy na całą resztę orkiestry.
W dniu, w którym się to stanie, kiedy uwolnisz się od przywiązania do bębna, już więcej nie zwrócisz się do swego przyjaciela ze słowami: Jak bardzo uczyniłeś mnie szczęśliwym. Mówiąc tak, pochle­biasz jego egoizmowi i manipulujesz nim po to, by w dalszym ciągu pragnął ci się przypodobać. A sam żyjesz w iluzji, że twoje szczęście zależy od twego przyjaciela. Powiesz raczej: Kiedy się spotykamy, ro­dzi się szczęście. Takie postawienie sprawy oczysz­cza szczęście z waszych egoizmów. Żaden z was nie może go gwarantować. Pozwala to również na wasze rozstanie bez przywiązywania się do siebie albo na doświadczenie czegoś, co zrodziło wasze spotkanie i co sprawiło wam wielką radość; nie radość jeden z drugiego, ale radość z symfonii stworzonej przez wasze spotkanie. I jeśli znajdziesz się w innej sytu­acji, z innymi osobami, przy innej pracy, przeżyjesz to samo bez jakiegokolwiek uczuciowego przenosze­nia wcześniejszych doświadczeń. Wówczas dokonasz radosnego odkrycia, że symfonia rodzi się wciąż na nowo, z inną melodią, w nowym kontekście i ciągle inaczej.
Teraz będziesz zdolny przeżywać życie jedna chwila po drugiej, będąc całkowicie pochłonięty tera­źniejszością, tak mało niosąc z sobą z przeszłości, że twój duch będzie mógł przejść przez ucho igielne; nie zatroskany o przyszłość jak ptaki niebieskie i kwiaty polne. Nie będziesz przywiązany ani do osób, ani do rzeczy, gdyż rozwiniesz w sobie wrażliwość na sym­fonię życia. I będziesz kochał tylko życie z pełnym pasji przywiązaniem całego twego serca, całej twojej duszy, całego twego umysłu i ze wszystkich twoich sił. Spostrzeżesz, iż wędrujesz nie obciążony i wolny jak ptak na niebie, bez przerwy żyjąc w Wiecznym Teraz. I znajdziesz w swoim sercu odpowiedź na py­tanie: Nauczycielu, co mam robić, by osiągnąć życie wieczne?

NAWRÓCENIE




Nawracajcie się, albowiem blisko jest królestwo niebieskie.
(Mt 4,17)

Wyobraź sobie, że masz radio, które niezależnie od kręcenia gałkami odbiera tylko jedną stację. Nie masz wpływu na natężenie głosu. Czasami głos jest zaledwie słyszalny, kiedy indziej znowu jest tak głoś­ny, że uszy ci pękają. Poza tym nie można go wyłą­czyć; bywa, że zachowuje się spokojnie; czasami jed­nak zaczyna huczeć i to w chwilach, gdy chcesz odpoczywać albo spać. Któż pogodziłby się z tak dzia­łającym radiem? A jednak kiedy twoje serce zacho­wuje się w tak idiotyczny sposób, ty nie tylko zga­dzasz się na to, ale nazywasz ten stan normalnym i ludzkim.
Pomyśl o niezliczonych chwilach, gdy niepokoiły cię twoje uczucia, kiedy cierpiałeś z powodu złości, depresji, lęków. Działo się to wtedy, gdy chciałeś zdo­być coś, czego w danym momencie nie miałeś, albo zachować coś, co już posiadałeś, albo uniknąć czegoś, na co nie miałeś ochoty. Kochałeś, a jednocześnie czułeś się odrzucony i ogarnięty zazdrością; nagle ca­ły twój umysł i twoje serce skoncentrowały się na tej jednej rzeczy. I tak oto bankiet życia stawał się dla ciebie pogorzeliskiem. Chciałeś koniecznie wygrać wybory i w ogniu walki śpiew ptaków był niesłyszalny; twoja ambicja zagłuszała każdy inny dźwięk. Stanąłeś wobec perspektywy poważnej choroby albo utraty ukochanej osoby. Byłeś niezdolny do koncen­tracji nad czymkolwiek.
Krótko mówiąc, w momencie gdy ogarnęła cię żą­dza posiadania, działanie tego wspaniałego mecha­nizmu nazywanego ludzkim sercem zostało zniszczo­ne. Jeśli chcesz naprawić swoje radio, musisz poznać jego mechanizm. Jeśli chcesz zmienić twoje serce, musisz na serio i przez dłuższy czas poddać się wy­zwalającemu działaniu czterech prawd. Ale najpierw wybierz jakieś przywiązanie, które jest dla ciebie źródłem niepokoju, coś, na czym ci bardzo zależy, al­bo coś, czego szczególnie pragniesz, i miej w pamięci to przywiązanie, gdy będziesz się wsłuchiwał w na­stępujące prawdy.
Pierwsza prawda: Musisz wybrać pomiędzy twoim przywiązaniem a szczęściem. Nie możesz mieć obu naraz. Już w tej chwili, w której przylgniesz do cze­goś, twoje serce będzie podzielone i utracisz zdolność życia pełnego radości, beztroskiego i pogodnego. Zo­bacz, jak bardzo jest to prawdziwe, gdy uwzględnisz twoje przywiązanie.
Druga prawda: Skąd biorą się twoje przywiąza­nia? Nie narodziły się razem z tobą. Zrodziło je kłam­stwo, którym karmiło cię twoje społeczeństwo i twoja kultura, albo kłamstwo, które sam sobie wmówiłeś, a mianowicie, że bez tego czy tamtego, bez tej czy tamtej osoby, nie możesz być szczęśliwy. Otwórz wre­szcie oczy i zobacz, jak bardzo jest to fałszywe. Jest wielu ludzi, którzy są całkowicie szczęśliwi bez tych rzeczy, osób lub sytuacji, których ty tak bardzo po­żądasz i bez których, jak ci się wydaje, nie jesteś w stanie się obejść. Tak więc dokonaj wyboru: pra­gniesz swoich przywiązań czy wolności i szczęścia?
Trzecia prawda: Jeśli chcesz cieszyć się pełnią życia musisz się nauczyć właściwej perspektywy. Życie jest nieskończenie większe niż ta drobnostka, do któ­rej przywarło twoje serce i której dałeś władzę nad sobą. Tak, jest to błahostka, gdyż jeśli żyjesz wystar­czająco długo, zdajesz sobie sprawę, że wkrótce przyjdzie dzień, w którym przestanie ona stanowić dla ciebie wartość. Nie będziesz nawet o tym pamię­tał — potwierdzi ci to twoje własne doświadczenie. Jeszcze nie tak dawno wyprowadzały cię z równowa­gi te straszliwe błahostki, po których pozostało ci dzi­siaj tylko słabe wspomnienie.
Tak oto czwarta prawda prowadzi cię do nieunik­nionej konkluzji, że nic ani nikt poza tobą samym nie może sprawić, byś był szczęśliwy albo nieszczę­śliwy. Niezależnie od tego, czy jesteś tego świadom czy nie, tylko ty sam możesz zdecydować, czy bę­dziesz szczęśliwy czy nieszczęśliwy, czy zechcesz kurczowo trzymać się swoich przywiązań, czy też zdecydujesz się od nich uwolnić i to w każdej sytu­acji, jaka może cię spotkać.
Jeśli zastanowisz się nad tymi prawdami, może uświadomisz sobie, że twoje serce burzy się przeciw­ko nim albo im się sprzeciwia i nie chce ich do siebie dopuścić. Jest to znak, że nie cierpiałeś jeszcze wystarczająco z powodu swoich przywiązań, by na­prawdę zrobić coś dla swego duchowego radia. Albo może twoje serce nie będzie się im sprzeciwiało; jeśli tak jest, to uciesz się. Nawrócenie, kształtowanie na nowo twego serca rozpoczęło się i królestwo Boga — pełne wdzięczności i beztroskie życie dzieci — za­częło być również twoim udziałem i jesteś niedaleko, by je posiąść.

SĄD NAD ŚWIATEM




Przyszedłem na ten świat, aby prze­prowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą,
przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi.
(J 9, 39)

Zwykło się mówić, że miłość jest ślepa. Ale czy tak jest naprawdę? W gruncie rzeczy nic na tej ziemi nie jest tak jasno widzące jak miłość. Jeśli zaś coś jest ślepe to nie miłość, tylko przywiązanie. Przywiąza­nie polega na kurczowym trzymaniu się przedmio­tów czy osób, które ma swe źródło w błędnym prze­konaniu, że coś albo ktoś jest koniecznie potrzebny dla twojego szczęścia. Czy jesteś do czegoś albo kogoś przywiązany — czy istnieją ludzie albo rzeczy, bez których wydaje ci się, że nie możesz być szczęśliwy? Ułóż ich listę właśnie teraz, zanim zaczniemy ana­lizować, jak dalece czynią cię one ślepym.
Wyobraź sobie polityka, który jest przekonany, że nie będzie szczęśliwy, jeśli nie zdobędzie władzy po­litycznej. Żądza władzy stępia jego wrażliwość na wszystkie inne aspekty życia. Z trudem znajduje czas dla swojej rodziny i przyjaciół. Wszyscy ludzie zaczynają być przez niego postrzegani tylko w kate­goriach pomocy albo zagrożenia dla jego ambicji. A ci, którzy ani nie zagrażają, ani nie są pomocni, w ogóle nie zostają zauważeni. Jeśli poza tym, w swoim dążeniu do władzy, jest on przywiązany do takich rzeczy, jak seks czy pieniądze, to ten biedny człowiek stał się tak wybiórczy w swoim postrzeganiu świata, że można wręcz powiedzieć, iż stał się niewidomy. Każdy to widzi poza samym zaintereso­wanym. Jest to stan prowadzący do odrzucenia Me­sjasza, odrzucenia prawdy, piękna i dobra, gdyż taki człowiek stał się niezdolny do zauważenia tych war­tości.
Teraz wyobraź sobie, że słuchasz orkiestry, w któ­rej dźwięk bębna jest tak głośny, że żadnego innego dźwięku nie można usłyszeć. By odczuć przyjemność płynącą ze słuchania symfonii, musisz być wrażliwy na wszystkie instrumenty orkiestry. Jeśli chcesz być zdolny do miłości, musisz być wrażliwy na niepowta­rzalność i piękno każdego przedmiotu i każdej poje­dynczej osoby, które cię otaczają. Trudno powiedzieć, że kochasz coś, czego nawet nie dostrzegasz; jeśli dostrzegasz tylko nieliczne stworzenia z wyklucze­niem wszystkich innych, to nie można tu wcale mó­wić o miłości, gdyż miłość nie wyklucza niczego ani nikogo; ona obejmuje całe życie; wsłuchuje się w dźwięk całej symfonii, a nie w głosy poszczegól­nych instrumentów.
Zatrzymaj się na chwilę, by zobaczyć, jak twoje przywiązania zubożają symfonię życia, podobnie jak przywiązanie polityka do władzy czy przywiązanie biznesmena do pieniędzy stępiły ich wrażliwość na melodię życia. Albo spójrz na tę sprawę z odmiennej nieco strony: jesteśmy świadkami przepływu ogro­mnej liczby danych, które nieustannie przechodzą ze świata do naszych zmysłów, do każdego organu na­szego ciała. Tylko niewielka część tych informacji do­ciera do twojej świadomości. Przypomina to trochę sytuację, kiedy nieskończona liczba listów zostaje wysłana do prezydenta jakiegoś narodu; tylko zniko­ma ich część naprawdę do niego dotrze. Ktoś inny dokonuje wyboru i opracowuje je w urzędzie prezydenta. Kto ostatecznie decyduje, które wiadomości ze świata i co z zalewającego cię materiału dotrze do twojej świadomości? Decydują o tym trzy zasadnicze filtry: przede wszystkim twoje przywiązania, poza tym twoje przekonania i wreszcie twoje lęki.
Twoje przywiązania: w sposób nieunikniony bę­dziesz się rozglądał za tym, co mogłoby je zaspokoić, albo będziesz się wystrzegał wszystkiego, co mogłoby im zagrozić, pozostając jednocześnie całkowicie nie­wrażliwy na całą resztę rzeczywistości. Będziesz na nią równie obojętny jak chciwy biznesmen, którego interesuje tylko to, co może przynieść pieniądze.
Twoje przekonania: wystarczy, byś przyjrzał się fanatykowi, którzy zauważa jedynie to, co potwier­dza jego/jej przekonania i nie dopuszcza niczego, co mogłoby je naruszyć, a zrozumiesz, co twoje przeko­nania robią z tobą samym.
I wreszcie twoje lęki: gdybyś wiedział, że za ty­dzień masz być skazany na śmierć, to ten fakt cał­kowicie by cię pochłonął, wykluczając z pola uwagi wszystkie inne problemy. Oto co powodują lęki; w sposób nieubłagany przykuwają uwagę do pew­nych spraw, powodując, iż inne zupełnie umykają z pola świadomości. Żywisz błędne przeświadczenie, że twoje lęki cię chronią, przekonania czynią cię tym, kim jesteś, a przywiązania sprawiają, że życie jest pełne wrażeń i jest zabezpieczone. Nie zdajesz sobie sprawy, że tak naprawdę pomiędzy tobą a symfonią życia znajduje się zasłona.
Oczywiście jest rzeczą prawie niemożliwą, by czło­wiek był w pełni świadom każdego poruszenia sym­fonii życia. Ale jeśli twój umysł uwolni się od prze­szkód, a twoje zmysły się otworzą, bo zaczniesz poznawać rzeczy takimi, jakimi one naprawdę są, Wejdziesz w kontakt z rzeczywistością i zachwycisz się harmonią wszechświata. Wtedy zrozumiesz, kim jest Bóg i na czym polega miłość.
Spójrz na całą sprawę w następujący sposób: postrzegasz osoby i rzeczy nie takimi, jakimi one na­prawdę są, ale takimi, jakimi ty je uczyniłeś. Jeśli chcesz zobaczyć, jakie one są naprawdę, to musisz się przyjrzeć twoim przywiązaniom i twoim lękom, zrodzonym przez te przywiązania. Dzieje się tak dla­tego, że kiedy patrzysz na życie, twoje przywiązania i lęki decydują o tym, co dostrzeżesz, a co umknie twojej uwadze. To one kierują twoją uwagą niezależ­nie od tego, co dostrzegłeś. A ponieważ postrzegasz świat wybiórczo, to wynik twego oglądu jest złudną wersją otaczających cię ludzi i rzeczy. Im dłużej ży­jesz z ową skrzywioną wizją, tym mocniej jesteś prze­konany, że jest to jedynie prawdziwy obraz świata, gdyż twoje przywiązania i lęki nieustannie poddają obróbce wszystkie docierające do ciebie informacje, tak że wzmacniają jeszcze twój obraz. Tutaj właśnie rodzą się twoje przekonania: ustalony, niezmienny sposób patrzenia na rzeczywistość, która wcale nie jest ustalona ani niezmienna, ale podlega ciągłemu ruchowi i zmianom. Tak więc świat, który masz przed oczyma i który kochasz, wcale nie jest pra­wdziwy, ale jest to świat stworzony przez twój umysł. Tylko wtedy gdy wyciszysz swoje przekonania i lęki oraz odrzucisz przywiązania, które je zrodziły, wyzwolisz się z niewrażliwości, która uczyniła cię tak bardzo głuchym i niewidomym wobec samego sie­bie i wobec świata.

ZAUŁKI MIASTA



Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał słudze: Wyjdź co prędzej na ulice
i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych.
(Łk 14, 21)


Pomyśl o kimś, kogo nie lubisz — o kimś, kogo zwykle unikasz, bo jego/jej obecność budzi w tobie negatywne
uczucia. Wyobraź sobie, że jest w tej chwili obok ciebie i obserwuj, jak budzą się negatywne uczucia...
najprawdopodobniej znajdujesz się w pobliżu kogoś, kto jest ubogi, okaleczony, niewidomy albo chromy.
Teraz zrozum, że jeśli zaprosisz taką osobę, takiego żebraka z ulicy do twojego domu, tzn. dopuścisz go do
siebie, to on/ona obdarzy ciebie takim prezentem, jakiego nie otrzymasz od żadnego z twoich czarujących i miłych
przyjaciół, choćby nie wiem, jak byli bogaci. On czy ona objawią ci, kim naprawdę jesteś; objawią ci prawdę o ludzkiej
naturze — jest to jedno z najcenniejszych objawień, jakie możesz znaleźć w Piśmie świętym. Bo na cóż ci się przyda
znajomość całego Pisma świętego, jeśli nie poznasz samego siebie i będziesz żył jak robot? Objawienie, które przyniesie
ci żebrak, rozszerzy twoje serce tak dalece, iż będzie w nim miejsce dla każdego żyjącego stworzenia. Czyż może być
jakiś cenniejszy dar?
Teraz przyjrzyj się sobie, gdy budzą się w tobie negatywne uczucia, i postaw sobie następujące pytanie: Czy
jestem panem tej sytuacji czy też raczej jestem tą sytuacją zdominowany? To jest pierwsze objawienie. Razem z nim
przychodzi następne: Stopień panowania nad sytuacją określa też stopień panowania nad samym sobą, a ty nad sobą
nie panujesz. Jak można posiąść ową sztukę? Wystarczy, byś zdał sobie sprawę, że istnieją na świecie ludzie, którzy
gdyby się znaleźli na twoim miejscu, nie żywiliby do tej osoby negatywnych uczuć. Oni panowaliby nad sytuacją,
stanęliby ponad nią, a nie byliby, tak jak ty, jej podporządkowani. Tak więc twoje negatywne uczucia mają swe źródło
nie w drugiej osobie, jak błędnie myślisz, ale w twoim byciu zaprogramowanym. To jest trzecie i najważniejsze
objawienie. Zobacz, co się stanie, jeśli naprawdę to zrozumiesz.
Po poznaniu tych objawień dotyczących siebie samego, wsłuchaj się w objawienie odnoszące się do natury
ludzkiej. Czy zdajesz sobie sprawę, że konkretne zachowanie, jakaś cecha innych ludzi, które budzą w tobie
negatywne uczucia, nie obciążają danej osoby? Negatywne uczucia będą się w tobie budziły tak długo, jak długo
będziesz błędnie przekonany, że dana osoba jest wolna, świadoma, a więc w pełni odpowiedzialna za swoje
postępowanie. Któż jednak czyni zło z pełną świadomością? Zdolność czynienia zła czy bycia złym nie wypływa z
wolności, ale jest wynikiem choroby, gdyż wynika z braku świadomości i wrażliwości. Ci, którzy są naprawdę wolni,
nie mogą grzeszyć, tak jak Bóg nie może grzeszyć. Ta biedna osoba tu, przed tobą, jest kaleka, niewidoma, chroma, a
nie uparta i złośliwa, jak niemądrze myślisz. Zrozum tę prawdę; wpatruj się w nią długo i głęboko; zobaczysz, jak
twoje negatywne uczucia ustąpią miejsca uprzejmości i współczuciu. Nagle w swoim sercu odkryjesz miejsce dla
kogoś, kto był wyrzucony na ulicę, a kto złączy się z innymi ludźmi i z tobą.
Teraz zdasz sobie sprawę, że ten żebrak przyszedł do twojego domu z jałmużną dla ciebie — uczynił twoje
serce współczującym i twego ducha obdarzył wolnością. Tam, gdzie wcześniej się kontrolowałeś (pewne osoby
budziły w tobie negatywne uczucia i schodziłeś im z drogi, by uniknąć spotkania), obecnie jesteś wolny i nie musisz
nikogo unikać, możesz iść, dokąd tylko zechcesz. Kiedy to zobaczysz, zdasz sobie sprawę, jak postawa współczucia
wzbogaca się o uczucie wdzięczności dla tego żebraka, który stał się twoim dobroczyńcą. I jeszcze jedno nowe i zaskakujące
uczucie: teraz czujesz potrzebę szukania towarzystwa tych kalekich, niewidomych i chromych ludzi, którzy są
źródłem wzrostu. Przypomina to człowieka, który nauczył się pływać i który szuka wody. Gdyż jak wcześniej czas
spędzany z tymi ludźmi był dla ciebie czasem zniewolenia i tyranii negatywnych uczuć, tak obecnie możesz
odczuwać wszechogarniające współczucie i wolność niebios. I tylko wtedy będziesz mógł rozpoznać samego siebie,
kiedy pójdziesz na ulice i w zaułki miasta, posłuszny zaleceniu Mistrza, by przyprowadzić ubogich, kalekich,
niewidomych i chromych.

BEZ ZABEZPIECZEŃ



Lisy mają nory i ptaki powietrzne — gniazda, lecz Syn człowieczy
nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć.
(Mt 8, 20)


Zwróć uwagę na błąd, jakiego dopuszcza się większość ludzi we wzajemnych kontaktach. Starają się
zbudować stałe i solidne miejsce w wiecznie żywym strumieniu życia.
Pomyśl o kimś, kogo miłości pożądasz. Czyż nie pragniesz być dla niego kimś ważnym, wyjątkowym i wiele
znaczyć w jego życiu? Czy nie chciałbyś, by ta osoba troszczyła się o ciebie i interesowała się tobą w sposób
szczególny? Jeśli tak jest, to otwórz oczy i zobacz, jak szaleńczo oczekujesz, by inni zarezerwowali sobie ciebie na
własny użytek, by ograniczyli twoją wolność dla własnej korzyści, by kontrolowali twoje zachowanie, twój wzrost i
twój rozwój zgodnie z osobistym interesem. Przypomina to sytuację, w której ktoś powiedziałby do ciebie: Jeśli chcesz
być dla mnie kimś wyjątkowym, musisz się zgodzić na moje warunki. Z chwilą gdy przestaniesz żyć zgodnie z moimi
oczekiwaniami, przestaniesz być dla mnie kimś szczególnym. Ty przecież chcesz odegrać w czyimś życiu wyjątkową
rolę, czyż nie tak? A więc musisz płacić cenę swojej wolności. Musisz tańczyć tak, jak inni ci zagrają; podobnie jak sam
spodziewasz się., że inni będą tańczyć na twoją melodię, jeśli mają być dla ciebie kimś szczególnym.
Zatrzymaj się na chwilę i zapytaj samego siebie, czy warto płacić tak wysoką cenę za tak niewiele. Wyobraź
sobie, że do osoby, na której uczuciach ci zależy, zwracasz się następująco: Pozwól mi być sobą, zachować swoje myśli,
zaspokajać kaprysy, zachowywać się w sposób, który odpowiada moim gustom. W chwili gdy to powiesz, zrozumiesz,
że domagasz się rzeczy niemożliwej. Oczekiwać od kogoś, by był dla ciebie kimś wyjątkowym, w gruncie rzeczy
oznacza bez przerwy starać się o to, by temu komuś zrobić przyjemność. A w konsekwencji stracić własną wolność.
Poświęć na to wystarczająco dużo czasu.
Być może teraz jesteś w stanie powiedzieć: Wolę raczej swoją wolność niż twoją miłość. Jeśli masz do wyboru
towarzystwo w więzieniu i samotny spacer na wolności, co wybierzesz? Teraz powiedz tej osobie: Pozwalam ci być
sobą, mieć własne myśli, zaspokajać własne kaprysy, iść za własnymi skłonnościami, zachowywać się w sposób
odpowiadający twoim gustom. W chwili gdy to powiesz, zauważysz dwie rzeczy. Albo twoje serce oprze się tym
słowom i zdemaskujesz się jako człowiek kurczowo trzymający się swoich przywiązań i wyzyskiwacz, którym w
gruncie rzeczy jesteś; nadszedł więc czas, by poddać próbie twoje fałszywe przekonanie, że bez tego kogoś nie możesz
żyć i nie możesz być szczęśliwy. Albo twoje serce szczerze wypowie te słowa i w tym samym momencie wszelka
kontrola, manipulacja, bycie wyzyskiwanym, uczucie zależności i zazdrości przestanie istnieć. Pozwalam być ci sobą:
myśleć samodzielnie, zaspokajać własne kaprysy, iść za własnymi skłonnościami, zachowywać się w sposób
odpowiadający twoim gustom.
Zauważysz jeszcze coś innego: ten ktoś automatycznie przestanie być kimś wyjątkowym i ważnym dla ciebie.
Będzie tak samo ważny jak wschód słońca albo symfonia, która jest piękna sama w sobie, podobnie jak drzewa —
wyjątkowe niezależnie od owoców, które przynoszą, czy cienia, którym mogą cię obdarzyć. Tak więc ukochana osoba
nie będzie należała do ciebie, ale do każdego, albo raczej do nikogo, tak jak wschód słońca i drzewa. Przekonaj się o
tym, powtarzając: Pozwalam ci być w pełni sobą... Mówiąc te słowa, sam stałeś się człowiekiem wolnym. Teraz jesteś
zdolny do miłości. Jak długo trzymasz się kogoś kurczowo, masz mu jedynie do zaoferowania nie miłość, lecz łańcuch,
którym oboje, ty i osoba kochana, jesteście spętani. Miłość może istnieć tylko w wolności. Prawdziwa miłość szuka
dobra kochanej osoby, polegającego na uwolnieniu kochanego od kochającego.

UCHO IGIELNE



Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne,
niż bogatemu wejść do królestwa Bożego.
(Mk 10, 25)


Co można zrobić, by osiągnąć szczęście? Nie ma nic takiego, co ty albo ktokolwiek inny mógłby

zrobić.
Dlaczego? Dla tej prostej racji, że ty już teraz jesteś szczęśliwy. Jak więc możesz osiągnąć coś, co już w tej chwili
posiadasz? Jeśli tak jest, to dlaczego nie doświadczasz tego szczęścia, które już teraz jest twoim udziałem? Ponieważ
twój umysł nieustannie jest dla ciebie źródłem nieszczęścia. Wyrzuć to nieszczęście z twego umysłu, a uczucie
szczęścia, które zawsze było w tobie, dojdzie do głosu. Jak może człowiek pozbyć się nieszczęścia? Znaleźć jego
przyczynę i niewzruszenie się w nią wpatrywać. Samo zniknie w sposób automatyczny.
Jeśli będziesz patrzył uważnie, zrozumiesz, że istnieje tylko jedna jedyna przyczyna nieszczęścia. Nosi ona
imię: przywiązanie. Co to jest przywiązanie? Emocjonalny stan kurczowego przywiązania wynikający z przekonania,
że bez pewnych rzeczy czy osób nie możesz być szczęśliwy. Ten emocjonalny stan przywiązania składa się z dwóch
elementów: jednego pozytywnego i drugiego negatywnego. Pozytywnym elementem jest błysk przyjemności i
podniecenia, wzruszenie, jakiego doświadczasz w chwili osiągnięcia tego, czego pragniesz. Negatywnym elementem
jest poczucie zagrożenia i napięcia, które towarzyszy każdemu przywiązaniu. Pomyśl o więźniu w obozie
koncentracyjnym, który zdobył trochę pożywienia; jedną rękę podnosi do ust, a drugą zasłania pożywienie przed
sąsiadem, który mógłby mu je porwać w chwili nieuwagi. Oto masz przed sobą doskonały obraz osoby zniewolonej
przywiązaniami. Tak więc przywiązanie, ze swej natury, czyni cię podatnym na emocjonalne zamieszanie i grozi
rozbiciem twego wewnętrznego spokoju. Jak możesz się spodziewać, by osoba zniewolona przywiązaniami była w
stanie wejść do tego oceanu szczęśliwości, który nazywamy królestwem Bożym? Równie dobrze możesz oczekiwać, by
wielbłąd przeszedł przez ucho igielne!
Tragedia każdego przywiązania polega na tym, iż jeśli jego przedmiot nie zostanie osiągnięty, to staje się
przyczyną nieszczęścia. Jeśli jednak go osiągniesz, nie stajesz się szczęśliwy — zwykle jest źródłem krótkich
przyjemności, po których następuje znudzenie; towarzyszy mu zawsze, co jest oczywiste, lęk, iż można go utracić.
Pewnie zapytasz: Czy nie mógłbym zatrzymać choć jednego przywiązania? Ależ oczywiście. Możesz zatrzymać ich
tyle, ile tylko chcesz. Ale ceną zatrzymania każdego z nich będzie utrata szczęścia. Pomyśl tylko: natura przywiązań
jest taka, że nawet jeśli w ciągu dnia uda ci się zaspokoić wiele z nich, to jedno, którego nie zaspokoisz, będzie cię
dręczyć i uczyni cię nieszczęśliwym. Zwycięstwo w walce z przywiązaniami jest niemożliwe. Jak woda nie może
istnieć bez wilgoci, tak przywiązanie bez jednoczesnego poczucia nieszczęścia. Jeszcze nie narodził się taki człowiek,
który znalazłby receptę, jak można zatrzymać pożądane przedmioty bez walki, obaw, lęków, wcześniej czy później nie
ponosząc klęski.
Istnieje tylko jeden sposób wygrania walki z przywiązaniami — odrzucenie ich. Przeciwnie do tego, co się
powszechnie uważa, odrzucenie przywiązań jest rzeczą łatwą. Jedyne, co trzeba zrobić, to widzieć, ale naprawdę
widzieć następujące prawdy. Pierwsza prawda: Trzymasz się fałszywego przekonania, że bez niektórych osób i rzeczy
nie możesz być szczęśliwy. Przyjrzyj się z pewnego dystansu swoim przywiązaniem i zobacz fałszywość takiego
przekonania. Możesz się spotkać z oporem własnego serca, ale w momencie, w którym to dostrzeżesz, dokona się
natychmiastowa uczuciowa zmiana. W tej samej chwili przywiązanie straci swoją siłę. Druga prawda: Jeśli ciesząc się
różnymi sprawami, odrzucisz jednocześnie przywiązanie do nich, inaczej mówiąc, gdy odrzucisz fałszywe
przekonanie, że bez nich nie możesz być szczęśliwy, to zaoszczędzisz sobie wszystkich tych walk i emocjonalnego
napięcia, które powstaje zawsze, gdy zapragniesz je ochronić i zachować tylko dla siebie. Jeśli chcesz zatrzymać
wszystkie rzeczy, do których jesteś przywiązany, nie rezygnując choćby z jednej z nich, i cieszyć się nimi coraz
bardziej, trzeba by radość, której one są źródłem, była oparta nie na przywiązywaniu się do nich i kurczowym
trzymaniu się ich. Tylko wtedy zachowasz wewnętrzny spokój i w sposób nie zagrożony będziesz się mógł nimi
cieszyć. Trzecia i ostatnia prawda: Jeśli nauczysz się cenić zapach tysiąca kwiatów, nie przywiążesz się kurczowo do
jednego i nie będziesz cierpiał, jeśli go nie dostaniesz. Jeśli masz tysiąc ulubionych przysmaków, utrata jednego nie
zostanie nawet zauważona i nie naruszy twego szczęścia. To właśnie twoje przywiązania uniemożliwiają ci szerszy,
bardziej zróżnicowany rozwój rozumienia i smakowania rzeczy i ludzi.
W świetle tych prawd nie może przeżyć żadne przywiązanie. Jednak to światło musi świecić nieprzerwanie,
jeśli chcesz osiągnąć pożądany skutek. Przywiązania rozwijają się tylko w ciemności iluzji. Bogaty człowiek nie może
wejść do królestwa radości nie dlatego, że jest zły, ale dlatego, iż zdecydował się pozostać ślepy.

NASZE ŻAŁOSNE POSIADŁOŚCI



Lecz (młody człowiek) spochmurniał na te słowa
i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.
(Mk 10, 22)


Czy nie przyszło ci nigdy do głowy, że tak zostałeś zaprogramowany, żebyś był nieszczęśliwy i to niezależnie
od podejmowanych wysiłków na rzecz zmiany tego stanu? Jest to trochę tak, jakby ktoś wprowadzał do komputera
dane matematyczne i za każdym włączeniem komputera przeżywał rozczarowanie, iż nie otrzymuje szekspirowskich
wersów.
Jeśli pragniesz być szczęśliwy, to musisz zrozumieć, że sprawą najważniejszą nie są twoje wysiłki, dobra wola
czy szlachetne pragnienia, lecz jasne zrozumienie, w jaki sposób zostałeś zaprogramowany. Zwykle scenariusz jest
następujący. Przede wszystkim twoje społeczeństwo i twoja kultura wyrobiły w tobie przekonanie, że nie możesz być
szczęśliwy bez pewnych osób i bez określonych przedmiotów. Rozejrzyj się wokół siebie: wszędzie ludzie budują
własne życie, wierząc bez reszty, że na przykład bez pieniędzy, władzy, sukcesu, akceptacji, dobrej opinii, miłości,
przyjaźni, duchowości, Boga — nie mogą być szczęśliwi. A jak wygląda twoja konkretna sytuacja?
Kiedy uwierzyłeś, że twoje przywiązanie do danej osoby czy rzeczy stało się wynikiem naturalnego rozwoju,
jednocześnie nabrałeś przekonania, że bez nich nie będziesz mógł być szczęśliwy. Kolejno przychodzą: starania, by
zdobyć ową cenną rzecz czy osobę; przywiązanie, gdy zostanie zdobyta, i przeciwdziałanie jakiejkolwiek możliwości
utraty zdobytego skarbu. W taki oto sposób dochodzi do godnej politowania uczuciowej zależności. Przedmiot, do
którego jesteś przywiązany, jest źródłem wzruszeń, kiedy go zdobywasz; napełnia cię lękiem, gdy grozi ci jego utrata;
wreszcie staje się powodem nieszczęścia, gdy go tracisz. Zatrzymaj się na chwilę i przyjrzyj się z przerażeniem
nieskończonej liście przywiązań, których stałeś się więźniem. Myśl o konkretnych przedmiotach i osobach, a nie o
abstrakcjach... Kiedy chęć posiadania całkowicie tobą zawładnęła, zaczynasz walczyć z całych sił, w czasie każdej
świadomej minuty twego życia. Tak ustawiasz świat wokół ciebie, by zdobyć i zachować przedmioty twego
pożądania. Jest to zajęcie niezwykle wyczerpujące, które pozostawia ci niewiele czasu na prawdziwe przeżywanie
radości pełni życia. Poza tym ciągle zmieniający się świat wymyka się twojej kontroli. Zamiast cieszyć się pogodnie
pełnią życia, jesteś skazany na bytowanie przepełnione frustracją, lękiem, niepokojem, niepewnością, napięciem. Przez
kilka ulotnych chwil świat może rzeczywiście poddać się twoim wysiłkom i staraniom podporządkowania go twoim
pragnieniom. Wówczas na krótko osiągniesz szczęście. Albo raczej doświadczysz błysków przyjemności, które ze
szczęściem nie mają nic wspólnego, gdyż towarzyszy im nieustanny lęk, iż w każdej chwili ów świat przedmiotów i
osób, które z takim trudem zebrałeś wokół siebie, wymknie się twojej kontroli i porzuci cię — co prędzej czy później i
tak następuje.
W tej chwili trzeba rozważyć jeszcze inną sprawę. Za każdym razem, kiedy się niepokoisz albo czegoś
obawiasz, czyż nie ma to związku z przedmiotami twoich przywiązań? Ilekroć jesteś zazdrosny, czyż nie jest to
uczucie związane z obawą, iż ktoś stanowi zagrożenie dla twoich przywiązań? A czyż twoje złości nie są skierowane
na osoby stanowiące przeszkodę w osiągnięciu upragnionych celów? Zauważ, jak dochodzisz do absurdalnego stanu,
gdy twoje przywiązanie staje się dla ciebie zagrożeniem — nie jesteś w stanie obiektywnie myśleć; całe twoje widzenie
świata jest zafałszowane, czyż nie tak? Albo kiedy czujesz się znudzony, czyż nie jest to spowodowane
przeświadczeniem, iż za mało otrzymałeś czegoś, co według twego przekonania powinno uczynić cię szczęśliwym, a
do czego jesteś przywiązany? A kiedy czujesz się przygnębiony i nieszczęśliwy, to przyczyny trzeba szukać przede
wszystkim tutaj: życie nie daje ci tego, bez czego, jak sam jesteś przekonany, nie możesz być szczęśliwy. Prawie każde
negatywne uczucie, którego doświadczasz, ma swoje bezpośrednie źródło w przywiązaniu.
Tak więc jesteś przygnieciony swoimi przywiązaniami — i jednocześnie desperacko walczysz o osiągnięcie
szczęścia, trzymając się ciężaru, który cię przygniata. Już sama myśl o tym wydaje się absurdem. Tragedia polega na
tym, że wszyscy jesteśmy przekonani, iż jest to jedyny sposób osiągnięcia szczęścia — tymczasem prowadzi on do
lęku, rozczarowania i smutku. Niezmiernie rzadko dane było człowiekowi usłyszeć następującą prawdę: odprogramuj
się, uwolnij się od swoich przywiązań.
Kiedy ludzie zetknęli się z tą oczywistością, przeraziła ich perspektywa cierpień związanych z uwalnianiem
się od przywiązań. Tymczasem proces ten wcale nie jest bolesny. Wprost przeciwnie, pozbywanie się przywiązań jest
zadaniem wręcz zachwycającym, o ile narzędziem, którego w tym procesie używasz, nie jest siła woli ani rezygnacja,
lecz widzenie. Jedyne, czego ci potrzeba, to otworzyć oczy i zobaczyć, że przedmioty, do których jesteś przywiązany,
nie są ci niezbędne, że byłeś zaprogramowany, poddany praniu mózgu prowadzącemu do myślenia, że nie możesz
być szczęśliwy, albo że nie możesz żyć bez tej konkretnej osoby czy rzeczy. Przypomnij sobie, jak pękało ci serce, jak
byłeś pewny, że już nigdy nie będziesz mógł być szczęśliwy po utracie kogoś lub czegoś, co stanowiło tak wielką
wartość dla ciebie. A potem co się stało? Czas mijał i pozbierałeś się całkiem dobrze, czyż nie tak było? Ta refleksja
powinna pomóc ci w zobaczeniu fałszywości twoich przekonań i w zdemaskowaniu sztuczek twojego zaprogramowanego
umysłu, których byłeś ofiarą.
Przywiązanie nie stanowi rzeczywistości. Jest ono przekonaniem, fantazmatem w twojej głowie nabytym
poprzez zaprogramowanie. Gdyby te fantazmaty nie istniały w twojej głowie, nie byłbyś do niczego przywiązany.
Kochałbyś przedmioty i osoby, cieszyłbyś się nimi głęboko, nie będąc jednocześnie do nich przywiązany. A poza tym
czy istnieje inna droga do prawdziwej radości? Przyjrzyj się teraz wszystkim swoim przywiązaniem. Do każdej osoby i
do każdego przedmiotu, który przychodzi ci do głowy, powiedz: W gruncie rzeczy nie jestem wcale do ciebie przywiązany.
Zwyczajnie łudziłem się wierząc, że bez ciebie nie będę mógł być szczęśliwy. Rób to uczciwie i dostrzeż zmiany
zachodzące w tobie: Nie jestem wcale do ciebie przywiązany. Zwyczajnie oszukiwałem siebie samego wierząc, że bez
ciebie nie osiągnę szczęścia.

TWOJE OPROGRAMOWANIE



Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz!
Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące!
(Mt 5, 40-41)


Jeśli przyjrzysz się, z czego się składasz i w jaki sposób funkcjonujesz, odkryjesz, że wewnątrz

twojej głowy
znajduje się cały program, cały system wymagań, jaki powinien być świat, jaki powinieneś być ty sam i czego
powinieneś pragnąć.
Kto jest odpowiedzialny za ten program? Nie ty. Tak naprawdę to nie zadecydowałeś nawet o tak
podstawowych sprawach, jak twoje pragnienia, chęci i tak zwane potrzeby; twoje wartości, gusta i postawy. Twój
komputer został załadowany instrukcjami, jak ma działać, przez twoich rodziców, społeczeństwo, twoją kulturę,
religię i całe twoje dotychczasowe doświadczenie. Niezależnie od tego, ile masz lat, niezależnie od tego, dokąd
zmierzasz, twój komputer podąża razem z tobą i działa w każdej świadomie przeżywanej przez ciebie chwili dnia, w
sposób władczy żądając, by jego wymagania były spełnione przez życie, przez ludzi i przez ciebie samego. Gdy jego
żądania zostaną zaspokojone, komputer pozwala ci, byś czuł się spokojny i szczęśliwy. Jeśli nie, to nawet wówczas,
gdy działo się to niezależnie od ciebie, komputer wyzwoli w tobie negatywne uczucia, przynoszące ci cierpienie.
Na przykład, jeśli inni ludzie nie żyją zgodnie z oczekiwaniami twojego komputera, dręczy cię on, wywołując
frustrację, gniew lub zgorzknienie. Albo, gdy sprawy wymykają ci się spod kontroli lub przyszłość staje się niepewna,
nalega, byś doświadczał niepokoju, napięcia, byś się zamartwiał. Wtedy zużywasz wiele energii, by poradzić sobie z
tymi negatywnymi uczuciami. Z reguły robisz to w ten sposób, że spalasz jeszcze więcej energii, próbując zmienić
otaczający cię świat tak, by zaspokoić żądania swojego komputera. Jeśli ci się uda, uzyskasz nieco chwilowego pokoju.
Jest on bardzo nietrwały, bo wystarczy jakikolwiek drobiazg (spóźniony pociąg, zepsuty magnetofon, list, który nie
przychodzi czy cokolwiek innego) niezgodny z programem komputera, by ten na nowo wzniecił twój niepokój.
W ten sposób prowadzisz żałosną egzystencję, żyjąc stale na łasce wydarzeń i ludzi, rozpaczliwie starając się
podporządkować to, co cię spotyka, wymaganiom twojego komputera, abyś mógł zaznać jedynej znanej ci postaci
pokoju: chwilowego wytchnienia od negatywnych uczuć, od widzimisię twego komputera i twojego
zaprogramowania.
Czy istnieje jakieś wyjście? Tak. Oczywiście nie jesteś w stanie zmienić swojego zaprogramowania z dnia na
dzień. Być może nawet nigdy ci się to nie uda. Zresztą to nie jest potrzebne. Spróbuj czego innego. Wyobraź sobie, że
znajdujesz się w nieprzyjemnej sytuacji albo spotykasz osobę, której starasz się unikać. Zaobserwuj teraz, jak twój
komputer włącza się instynktownie i zaczyna naciskać, byś uniknął tej sytuacji lub próbował ją zmienić. Jeśli ty nie
poddasz się i odmówisz zmiany, zauważ, jak twój komputer będzie nalegał, abyś doświadczył rozdrażnienia, niepokoju,
poczucia winy czy jakiegokolwiek innego negatywnego uczucia. Obserwuj to, przyglądaj się tej nieprzyjemnej
sytuacji czy osobie wytrwale, aż uświadomisz sobie, że to nie one wywołują te negatywne emocje. One po prostu idą
swoją drogą, są sobą, robią swoje — prawidłowo czy nieprawidłowo, dobrze lub też źle. Natomiast to twój komputer
domaga się, by twój program odpowiedział negatywnie. Zobaczysz to lepiej, jeśli uświadomisz sobie, że ktoś, kto ma
inne oprogramowanie, w obliczu tej samej sytuacji czy wydarzenia, w obecności tej samej osoby zachowa całkowity
spokój, a nawet zadowolenie. Nie ustawaj, dopóki nie zrozumiesz tej prawdy: jedynym powodem, dla którego nie
zachowujesz spokoju i radości, jest twój komputer, który uparcie dopomina się, aby rzeczywistość została
przemodelowana zgodnie z jego programem. Popatrz na to wszystko z zewnątrz i dostrzeż tę cudowną zmianę, jaka
się w tobie dokona.
Gdy to już zrozumiesz i w konsekwencji zatrzymasz wywoływanie negatywnych uczuć przez twój komputer,
możesz podjąć takie działanie, które będziesz uważał za stosowne. Możesz unikać danej sytuacji lub osoby; lub
możesz się starać je zmienić; możesz dopominać się, by szanowano twoje prawa, albo prawa innych osób; możesz się
nawet uciec do zastosowania siły. Lecz dopiero wtedy, gdy udało ci się uwolnić od uczuciowego wzburzenia,
ponieważ dopiero wtedy twoje działanie będzie owocem pokoju i miłości, a nie neurotycznego pragnienia zaspokojenia
swojego komputera lub zastosowania się do jego programu czy też wynikiem chęci pozbycia się negatywnych
uczuć, jakie on wywołuje. Wtedy dopiero zrozumiesz, jak głęboka jest mądrość zawarta w słowach: Temu, kto chce się
prawować z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące!
Stanie się bowiem dla ciebie oczywiste, że prawdziwy ucisk nie pochodzi od ludzi, którzy walczą z tobą w sądzie ani
od władzy narzucającej ci niewolniczą pracę, ale od twego komputera, którego program niszczy pokój twojego umysłu
w chwili, gdy zewnętrzne okoliczności nie dostosowują się do jego wymagań. Znani są ludzie, którzy pozostawali
szczęśliwi nawet w atmosferze ucisku obozu koncentracyjnego! Potrzebujesz wyzwolenia z terroru swojego zaprogramowania.
Tylko wtedy doświadczysz tej wewnętrznej wolności, z której powinna wyrastać wszelka rewolucja
społeczna, ponieważ to głębokie uczucie, ta pasja, która rodzi się w twoim sercu na widok zła szerzącego się w
społeczeństwie i która zmusza cię do działania, będzie spowodowana nie twoim zaprogramowaniem lub twoim
egoizmem, lecz kontaktem z rzeczywistością.

O SZCZĘŚCIU



Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci,
braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.
(Łk 14, 26)


Przyjrzyj się światu i zobacz, że nie ma szczęścia wokół ciebie i w tobie samym. Czy wiesz, co jest

tego przyczyną?
Pewnie powiesz, że jest nią samotność lub ucisk, wojna, nienawiść albo ateizm. I nie będziesz miał racji.
Jest tylko jedna przyczyna braku szczęścia: fałszywe przekonania, które gnieżdżą się w twojej głowie; tak bardzo
rozpowszechnione, tak powszechnie uznawane, że nigdy nie przychodzi ci do głowy, by je podać w wątpliwość.
Przekonania te powodują, że patrzysz na świat i na siebie w sposób zniekształcony. Twoje zaprogramowanie jest tak
silne i presja społeczeństwa jest tak wielka, że dosłownie tkwisz w potrzasku i postrzegasz świat w taki właśnie
zniekształcony sposób. I nie ma wyjścia, bo nawet nie podejrzewasz, że twój obraz rzeczywistości jest wypaczony,
twoje myślenie jest błędne, a twoje przekonania są fałszywe.
Rozejrzyj się wokoło i popatrz, czy potrafisz znaleźć choć jedną osobę, która jest naprawdę szczęśliwa — to
znaczy wolna od lęku, różnego rodzaju obaw, niepokojów, napięć i zmartwień. Miałbyś szczęście, gdybyś znalazł
jedną taką osobę na sto tysięcy. To powinno doprowadzić cię do wniosku, że to zaprogramowanie i te przekonania,
które dzielisz z tyloma innymi ludźmi, są podejrzane. Lecz ty także zostałeś zaprogramowany w taki sposób, by
niczego nie podważać, by nie mieć wątpliwości; by po prostu zaufać założeniom, które narzuca ci twoja tradycja,
kultura, społeczeństwo i religia. I tak zostałeś wyćwiczony, że jeżeli nie jesteś szczęśliwy, to obwiniasz siebie, a nie to
swoje zaprogramowanie, nie idee i przekonania wyniesione ze środowiska swej kultury. Sytuację pogarsza jeszcze
fakt, że większość ludzi została poddana takiemu praniu mózgu, że nawet nie zdają sobie z tego sprawy, jak bardzo są
nieszczęśliwi — podobnie jak człowiek, który śni, nie mając najmniejszego pojęcia o tym, że śni.
Jakie fałszywe przekonania przeszkadzają ci w osiągnięciu szczęścia? Oto kilka przykładów. Nie można być
szczęśliwym bez tego, do czego jest się przywiązanym i co się ceni. Nieprawda. W życiu nie ma takiej chwili, abyśmy
nie mieli wszystkiego, co potrzebne, aby czuć się szczęśliwymi. Pomyśl o tym przez minutę... Jeśli jesteś nieszczęśliwy,
to dlatego, że cały czas myślisz raczej o tym, czego nie masz, zamiast koncentrować się na tym, co masz w danej chwili.
Inny przykład: Szczęście to przyszłość. Fałsz. Dokładnie tu i teraz jesteś szczęśliwy, ale o tym nie wiesz,
ponieważ twoje fałszywe zapatrywania, twój zniekształcony obraz rzeczy zamknęły cię w pułapce lęków, niepokojów,
przywiązań, konfliktów, poczucia winy; wreszcie w całej gamie ról, które odgrywasz, ponieważ tak zostałeś
zaprogramowany. Gdybyś potrafił spojrzeć dalej, niż sięga to wszystko, zrozumiałbyś, że jesteś szczęśliwy, tylko o
tym nie wiesz.
Jeszcze jedna opinia: Szczęście pojawi się, gdy uda ci się zmienić sytuację, w której tkwisz, oraz ludzi, którzy
cię otaczają. Nieprawda. W głupi sposób trwonisz tyle energii, by na nowo urządzić świat. Jeśli twoim powołaniem jest
zmieniać świat, to idź śmiało do przodu i zmieniaj go, ale nie pielęgnuj złudzenia, że to cię uszczęśliwi. To nie świat i
ludzie wokół ciebie czynią cię szczęśliwym lub nieszczęśliwym, ale twoje myślenie. Równie dobrze możesz szukać
orlego gniazda na dnie oceanu, jak szczęścia w świecie, który cię otacza. Więc jeśli rzeczywiście szukasz szczęścia,
przestań tracić energię na usiłowanie pozbycia się łysiny czy uzyskanie atrakcyjnej sylwetki, na zmianę miejsca
zamieszkania, pracy, wspólnoty, stylu życia, czy nawet swojej osobowości. Czy wiesz o tym, że mógłbyś dokonać tych
wszystkich zmian, świetnie się prezentować, mieć czarującą osobowość, mieszkać w najpiękniejszej okolicy..., a mimo
to nadal być nieszczęśliwy? W głębi swego serca wiesz, że to prawda, ale mimo to nadal marnujesz swoje siły i energię
na usiłowanie osiągnięcia tego, o czym dobrze wiesz, że cię nie uszczęśliwi.
Jeszcze inne fałszywe przekonanie: Gdy spełnią się wszystkie twoje pragnienia, będziesz szczęśliwy.
Nieprawda. To właśnie te pragnienia i przywiązania powodują twoje napięcie, frustrację, brak poczucia
bezpieczeństwa; stajesz się nerwowy i pełen lęków. Sporządź listę wszystkich swoich przywiązań i pragnień i do
każdego z nich skieruj następujące słowa: W głębi serca wiem, że nawet gdy już cię zdobędę, nie osiągnę szczęścia. I
długo rozważaj prawdę zawartą w tych słowach. Spełnienie pragnienia może, co najwyżej, sprawić ci przyjemność i
podniecić cię na mgnienie oka. Nie myl tego ze szczęściem.
Czymże więc jest szczęście? Niewielu ludzi je zna i nikt nie potrafi ci powiedzieć, czym ono jest, bo szczęścia
nie można opisać. Czy możesz opisać słowami, czym jest światło, człowiekowi, który całe życie spędził w ciemności?
Czy potrafisz ukazać to, co się dzieje na jawie, komuś, kto śni? Zrozum swoją ciemność, a ona zniknie; wtedy będziesz
wiedział, czym jest światło. Zrozum, że twój koszmarny sen jest koszmarnym snem, który skończy się, gdy się przebudzisz
do rzeczywistości. Zrozum swoje fałszywe poglądy, a opuszczą cię; wtedy poznasz smak szczęścia.
Jeśli ludzie tak bardzo pragną szczęścia, to dlaczego nie starają się zrozumieć, że ich przekonania, wierzenia są
fałszywe? Po pierwsze dlatego, że nigdy im nawet nie przychodzi do głowy to, iż są one fałszywe; co więcej, nie
traktują ich jak przekonania czy wierzenia, lecz uznają za fakty i rzeczywistość. Tak dalece zostali zaprogramowani. Po
drugie, ponieważ przeraża ich możliwość utraty jedynego świata, jaki znają: świata pragnień, przywiązań, lęków,
presji społeczeństwa, napięć, ambicji, zmartwień, poczucia winy... przeplatanych krótkimi chwilami przyjemności, ulgi
i podniecenia, które one ze sobą przynoszą. Wyobraź sobie kogoś, kto boi się wyzwolić z koszmaru, ponieważ mimo
wszystko jest to jedyny znany mu świat. Oto obraz ciebie i innych ludzi.
Jeśli pragniesz osiągnąć trwałe szczęście, musisz być gotów nienawidzić swego ojca, matki, a nawet własnego
życia i utracić wszystko, co posiadasz. W jaki sposób? Nie wyrzekając się ani nie rezygnując, bo gdy wyrzekasz się
czegoś na siłę, wiążesz się z tym na zawsze. Ale raczej patrząc na to jak na koszmar, bo tym w rzeczywistości jest.
Wówczas, obojętnie czy jeszcze będziesz to miał czy nie, nie będzie cię to trzymało w swoim uścisku, nie będzie mogło
cię zranić. Wreszcie wyzwolisz się ze swojego snu, ze swojej ciemności, lęku i swego braku szczęścia.
Dlatego poświęć trochę czasu na to, by zobaczyć każdą z tych osób lub rzeczy, których się tak kurczowo czepiasz, aby
ją zobaczyć taką, jaka ona naprawdę jest — koszmarem, który z jednej strony porusza cię i sprawia przyjemność, ale z
drugiej strony przynosi zmartwienie, brak pewności, napięcie, niepokój, lęk i powoduje, że jesteś nieszczęśliwy.
Ojciec i matka — koszmar. Żona i dzieci, bracia i siostry — koszmar. Wszystko, co posiadasz — koszmar.
Twoje obecne życie takie, jakie ono jest — koszmar. Każda jedna rzecz, do której jesteś bardzo silnie przywiązany i co
do której przekonałeś siebie, że bez niej nie możesz być szczęśliwy — koszmar. Wtedy znienawidzisz ojca i matkę,
żonę i dzieci, braci i siostry, a nawet swoje życie. Wówczas z łatwością zostawisz wszystko, co posiadasz, to znaczy
przestaniesz się tego trzymać kurczowo, a zatem twoja własność nie będzie miała możliwości zranienia cię. Wtedy w
końcu doświadczysz tego tajemniczego stanu, którego nie można opisać ani wypowiedzieć — stanu nie kończącego się
szczęścia i pokoju. I zrozumiesz, jak prawdziwe są słowa, że kto przestaje być tak bardzo przywiązany do swych braci
i sióstr, ojca i matki, do swych dzieci, ziemi lub domów... zostaje stokrotnie wynagrodzony i zyskuje życie wieczne.

PAMIĘTAJ O DUSZY



Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby
cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?
(Mt 16, 26)


Przypomnij sobie uczucie, jakiego doświadczasz, gdy ktoś cię chwali, kiedy jesteś uznany, zaakceptowany,
oklaskiwany. A teraz zestaw je dla kontrastu z uczuciem, jakiego doznajesz na widok zachodu lub wschodu słońca,
lub w ogóle przyrody, albo kiedy czytasz książkę czy oglądasz film, który ci się naprawdę podoba. Staraj się
odświeżyć w sobie to ostatnie uczucie i porównaj je z pierwszym, które przeżywałeś, gdy cię chwalono. Zrozum, że
ten pierwszy rodzaj uczucia pochodzi z szukania swojej własnej chwały i stawiania siebie na pierwszym miejscu. Jest
to uczucie z tego świata. Drugie uczucie natomiast pochodzi ze spełnienia aspiracji i nadziei, jest to uczucie duszy.
A oto inny kontrast. Przypomnij sobie uczucie, którego doznajesz, gdy odnosisz sukces, gdy udaje ci się czegoś
dokonać, kiedy jesteś na górze, gdy wygrasz grę lub zakład, albo wychodzisz zwycięsko z dyskusji. I porównaj je z
twoim uczuciem, gdy cieszy cię praca, którą wykonujesz, gdy jesteś nią pochłonięty, albo gdy sprawia ci przyjemność
to, co w tej chwili robisz. I znów zauważ jakościową różnicę między uczuciem światowym a uczuciem duszy.
I jeszcze jeden kontrast. Przypomnij sobie, jak się czułeś, gdy miałeś władzę, gdy byłeś szefem, a ludzie patrzyli na
ciebie z dołu i słuchali twoich rozkazów, albo kiedy byłeś osobą popularną. Zestaw teraz to światowe uczucie z
uczuciem zażyłości i koleżeństwa wtedy, gdy prawdziwie radowałeś się z towarzystwa przyjaciela lub grupy kolegów,
z którymi wesoło spędziłeś czas wśród śmiechów.
Gdy już to zrobiłeś, spróbuj zrozumieć prawdziwą naturę uczuć światowych, mianowicie uczuć związanych z
szukaniem własnej chwały, uczuć związanych z wybijaniem się na czoło. Te uczucia nie są naturalne. Wymyśliło je
twoje społeczeństwo i twoja kultura po to, by uczynić cię bardziej produktywnym i by można było sprawować nad
tobą kontrolę. Te uczucia nie ożywiają cię i nie przynoszą szczęścia, które przeżywasz, kontemplując naturę lub
radując się towarzystwem przyjaciół albo ciesząc się swoją pracą. Ich celem jest wzbudzić dreszcz emocji, podniecenie...
i pustkę.
Postaraj się poobserwować samego siebie w ciągu dnia albo podczas jednego tygodnia i pomyśl, ile czynności,
które wykonałeś, ile działań, w które byłeś zaangażowany, pozostało nie splamionych pragnieniem tych dreszczy, tego
podniecenia, które rodzą jedynie pustkę, chęć zwrócenia na siebie uwagi, uznania, sławy, popularności, sukcesu czy
władzy.
Przyjrzyj się otaczającym cię ludziom. Czy jest wśród nich choć jedna jedyna osoba, która nie byłaby
uzależniona od tych światowych uczuć? Jedna jedyna osoba, która nie byłaby przez nie kontrolowana, nie pragnęła
ich, nie spędzała każdej minuty swego życia na świadomym czy nieświadomym ich poszukiwaniu? Gdy to zobaczysz,
zrozumiesz, jak ludzie starają się zyskać świat, a zyskując go, tracą dusze. Przeżywają puste życie, pozbawione ducha.
Proponuję ci rozważyć następującą przypowieść, która jest obrazem życia. Autobus pełen turystów
przemierza przepiękną okolicę; wokoło pełno jest jezior, gór, rzek i łąk. Ale zasłony w oknach są opuszczone i turyści
nie mają najmniejszego pojęcia o tym, jaki widok rozpościera się na zewnątrz autobusu. Spędzają podróż na
sprzeczkach, kto powinien zająć najbardziej honorowe miejsce w autobusie, kogo powinno się oklaskiwać, kto jest
najbardziej godny zainteresowania. I tak to trwa aż do końca podróży.

FORMUŁA



Mistyk powrócił z pustyni.
- Opowiedz nam - pytali go z przejęciem - jaki jest Bóg?
Ale jak mógłby wyrazić słowami to, czego doświadczył w głębi swego serca?
Czyż można prawdę zamknąć w słowach?
W końcu przekazał im formułkę - niedokładną oczywiście i niepełną - w nadziei, ze
ktoś z nich będzie mógł spróbować i dzięki niej osobiście doświadczyć tego, czego
on doświadczył.
Ci zaś nauczyli się formuły i zrobili z niej tekst święty. I narzucili ją wszystkim, jakby
chodziło o dogmat. Postarali się wręcz o to, by rozpowszechnić ją w obcych krajach.
A niektórzy nawet oddali za nią swe życie.
Mistyk się zasmucił.
Być może byłoby lepiej, gdyby nic nie powiedział.

Poza wszelkim rozumieniem



Uczniowie mieli wiele pytań na temat Boga,
Mistrz im powiedział: - Bóg jest Nieznany i Niepoznawalny. Każde twierdzenie o Nim,
każda odpowiedź na wasze pytanie będzie zniekształceniem Prawdy.
Uczniowie byli zaskoczeni: - W takim razie, dlaczego mówisz o Nim?
- A dlaczego śpiewa ptak? - odpowiedział mistrz.
Ptak nie śpiewa dlatego, że ma do przekazania jakieś twierdzenie. Śpiewa, ponieważ
ma śpiew. Słowa uczniów muszą być zrozumiałe. Słowa mistrza nie muszą takimi
być. Muszą być jedynie słyszane, w taki sposób, w jaki słucha się wiatru w drzewach,
szumu rzeki czy śpiewu ptaka. One rozbudzają w tym, kto słucha, coś co leży poza
wszelkim rozumieniem.

Rozproszenie



Między uczniami wywiązała się zażarta polemika na temat tego,
które zadanie uznać za najtrudniejsze: zamknąć w Piśmie wszystko,
co Bóg objawił; zrozumieć to, co w Piśmie Bóg objawił, czy
wyjaśnić Pismo innym, zrozumiawszy go wcześniej.
Zapytany o to, Mistrz odpowiedział:
- Znam jeszcze jedno zadanie, o wiele trudniejsze niż te trzy.
- Cóż to takiego?
- Starać się, żebyście wy, cymbały, zobaczyli rzeczywistość taką,
jaka jest.

Jakie myśli takie życie



Spośród wszystkich pięknych prawd dotyczących duszy, jakie w
obecnym wieku ponownie odkryto i ujawniono, żadna nie jest bardziej
radosna i owocująca boską nadzieją, niż ta, w myśl której to człowiek
jest panem myśli, formierzem własnego charakteru oraz twórcą i
modelarzem własnych warunków, otoczenia i przeznaczenia.
Jako istota obdarzona władzą, inteligencją i miłością i suweren swoich
myśli, człowiek trzyma w ręku klucz do każdej sytuacji. Posiada też w
sobie ów przekształcający i odnawiający czynnik, dzięki któremu może
uczynić siebie takim, jakim pragnie być.
Człowiek jest zawsze panem siebie, nawet w stanie największej
słabości i opuszczenia. Wówczas jest jednak głupcem, który
niewłaściwie dogląda własnego „majątku". Kiedy zaś zaczyna
zastanawiać się nad swoją sytuacją i pracowicie poszukiwać prawa,
jakie rządzi jego życiem, mądrzeje i roztropnie zarządza własną
energią - kształtując myśli tak, aby wydały dobry owoc. Oto świadomy
pan, którym można zostać tylko poprzez odkrycie w sobie praw
rządzących myślami. Odkrycie to wynika tylko z praktyki, introspekcji
oraz doświadczenia.

Nic dwa razy


Nic dwa razy sie nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny.


Choćbyśmy uczniami byli najtępszymi w szkole świata,nie będziemy repetować żadnej zimy ani lata.


Żaden dzień się nie powtórzy,nie ma dwóch podobnych nocy,dwóch tych samych pocałunków,dwóch jednakich spojrzeń w oczy.


Wczoraj, kiedy twoje imię ktoś wymowil przy mnie głośno,tak mi było, jakby róża przez otwarte wpadła okno.


Dziś, kiedy jesteśmy razem,odwróciłam twarz ku ścianie.Róża? jak wygląda róża?Czy to kwiat? A może kamień?


Czemu ty się, zła godzino,z niepotrzebnym mieszasz lękiem?Jesteś-a więc musisz minąć.Miniesz-a więc to jest piękne.


Uśmiechnięci, wpółobjęci spróbujemy szukać zgody,choć różnimy się od siebie jak dwie krople czystej wody
Wisława Szymborska

SPOKOJNY UMYSŁ



W życiu, jakie prowadzimy, przeważnie bardzo mało jest samotności. Nawet gdy jesteśmy sami, życie nasze pozostaje pod tyloma wpływami, przygniatane jest taką masą wiedzy, tyloma wspomnieniami, niepokojami, niedolami i konfliktami, że nasz umysł staje się coraz bardziej tępy, coraz mniej wrażliwy, i działa jednostajnie i rutynowo. Czy w ogóle bywamy samotni? Czy może wciąż dźwigamy na sobie całe to brzemię dnia wczorajszego?
Jest pewna ładna opowieść o dwóch mnichach, którzy wędrowali od wsi do wsi. Napotkali oni siedzącą na brzegu rzeki dziewczynę, która płakała. Jeden z nich podszedł do niej i zapytał: "Siostro, czemu płaczesz?" Odpowiedziała: "Widzisz ten dom na drugim brzegu? Wcześnie rano przeszłam przez rzekę bez trudności, ale teraz woda wezbrała i nie mogę wrócić. Nie ma tu łodzi". "Och, to żaden kłopot", powiedział mnich. Podniósł ją, przeniósł przez rzekę i postawił na drugim brzegu. Obaj mnisi ruszyli dalej w drogę. Po kilku godzinach drugi mnich rzekł: "Bracie, ślubowałeś, że nigdy nie dotkniesz kobiety. Popełniłeś straszny grzech. Czy doznałeś przyjemności, dotykając tej niewiasty?" Zapytany mnich odpowiedział: "Ja ją przeniosłem przed kilkoma godzinami, a ty ją jeszcze niesiesz!"
To właśnie i my robimy. Niesiemy swe brzemię przez cały czas. Nigdy go nie zrzucamy, nigdy nie pozostawiamy za sobą. Jedynie wtedy, gdy zwracamy uwagę na jakiś problem i natychmiast go rozwiązujemy, nie odkładając go na następny dzień czy następną minutę, pojawia się samotność. Wtedy, nawet jeżeli mieszkamy w przeludnionym domu lub znajdujemy się w autobusie, jesteśmy samotni. A ta samotność świadczy o świeżym, nieskażonym umyśle.
Być wewnętrznie samotnym i mieć w sobie przestrzeń jest bardzo ważną sprawą, bo oznacza wolność bycia, pójścia dokądkolwiek, działania, wolność lotu. Ostatecznie, dobroć może rozkwitać tylko w przestrzeni, a cnota może rozkwitać tylko tam, gdzie jest wolność. Możemy mieć polityczną wolność, a wewnętrznie nie być wolni i przez to nie mieć przestrzeni. Żadna cnota, żadna zaleta nie może rozwijać się i "działać" bez wielkiej przestrzeni wewnątrz nas. Przestrzeń i milczenie są niezbędne, bo tylko umysł samotny, nie podlegający wpływom, nie ćwiczony, nie krępowany niezliczonym bogactwem doświadczeń, może dojść do czegoś całkiem nowego.
Można bezpośrednio dostrzec, że tylko umysł milczący może być jasny, przejrzysty. Głównym celem medytacji na Wschodzie jest osiągnięcie takiego stanu umysłu. Chodzi o opanowanie myśli, a to dzięki nieustannemu powtarzaniu modlitw w celu uspokojenia umysłu. Można mieć nadzieję, że w tym stanie zrozumie się wszystkie problemy. Ale nie widzę, w jaki sposób umysł mógłby być teraz spokojny, jeśli nie położy się fundamentu, którym jest wolność od strachu, wolność od smutku, niepokoju i wszystkich pułapek, które sami sobie stawiamy. Jest to jedna z najtrudniejszych rzeczy do przekazania. Warunkiem naszego porozumiewania się jest nie tylko to, abyście rozumieli słowa, których używam, lecz także aby obie strony, wy i ja, były uważne w tym samym czasie, a nie chwilę później lub wcześniej, i zarazem zdolne do spotkania się na tym samym poziomie. Takie porozumiewanie się nie jest możliwe, gdy interpretujecie to, co czytacie, zgodnie ze swą wiedzą, dążeniem do przyjemności, opiniami, a także gdy – by mnie zrozumieć – dokonujecie ogromnego wysiłku.
Wydaje mi się, że jedną z największych przeszkód w życiu jest ta stała walka o osiągnięcie, zdobycie lub pozyskanie czegoś. Od dzieciństwa uczy się nas zdobywać i osiągać. Już same komórki mózgu narzucają ów schemat zdobywania i wymagają tego, by zapewniać sobie bezpieczeństwo fizyczne. Psychiczne bezpieczeństwo nie mieści się jednak w ramach zdobywania. Domagamy się bezpieczeństwa we wszystkich naszych stosunkach, postawach i czynnościach, ale – jak widzieliśmy – w rzeczywistości nie ma czegoś takiego jak bezpieczeństwo. Odkrycie dla siebie samego, że nie istnieje żadna forma bezpieczeństwa w relacjach międzyludzkich, zrozumienie, że psychicznie nie ma nic trwałego, stwarza całkiem odmienny stosunek do życia. Oczywiście, tzw. zewnętrzne zabezpieczenie jest ważne – dach nad głową, ubranie, pożywienie – ale to zewnętrzne zabezpieczenie ulega zniszczeniu wskutek pragnienia bezpieczeństwa psychicznego.
Przestrzeń i milczenie są niezbędne, by wyjść poza ograniczenia świadomości, ale w jaki sposób umysł, który nieustannie jest tak zajęty swoimi osobistymi sprawami, może stać się spokojny? Można go wyćwiczyć, opanować, urobić, ale takie tortury nie uspokoją umysłu, tylko otępią. To oczywiste, że samo dążenie do ideału, którym jest spokojny umysł, nie ma wartości, gdyż im bardziej naciskacie na umysł, tym ciaśniejszy i bardziej ociężały się staje. Wszelka forma kontroli, podobnie jak tłumienie, prowadzi jedynie do konfliktu. Tak więc samokontrola i zewnętrzna dyscyplina nie są właściwymi metodami. Nie jest tym także życie niezdyscyplinowane.
Życie większości z nas jest zewnętrznie zdyscyplinowane – dzięki wymaganiom społeczeństwa, rodziny; w rezultacie naszych własnych cierpień; dzięki przystosowywaniu się do ideologicznych czy innych wzorców – i ten rodzaj dyscypliny to rzecz najbardziej zabójcza. Dyscyplina powinna być wolna od zewnętrznej kontroli, od tłumienia i jakiejkolwiek formy strachu. W jaki sposób może powstać taka dyscyplina? To nie dyscyplina jest najpierw, potem zaś wolność. Wolność jest na samym początku, a nie na końcu. Rozróżnianie tej wolności, która jest wolnością od konformizmu dyscypliny, jest już samą dyscypliną. Sam fakt uczenia się jest już dyscypliną (etymologicznym znaczeniem słowa "dyscyplina" jest "nauka"), sam akt uczenia się staje się przejrzysty. Zrozumienie całej natury i struktury kontroli, tłumienia i pobłażania sobie, wymaga uwagi. Nie musicie narzucać sobie dyscypliny, aby ją studiować, bowiem sam akt studiowania stwarza własną dyscyplinę, a nie jest wynikiem ucisku.
Aby odrzucić autorytet (mowa tu o autorytecie psychologicznym, a nie prawnym) wszelkich religijnych organizacji, tradycji i doświadczenia, trzeba wiedzieć, dlaczego normalnie się ich słucha. Trzeba to zbadać. Aby jednak badać czy studiować, niezbędna jest wolność od potępiania, usprawiedliwiania, opiniowania czy uwielbiania. Nie można uznawać danego autorytetu, a mimo to go badać. To niemożliwe. Aby przestudiować całą psychologiczną strukturę autorytetu, trzeba wolności. Gdy studiujemy, zaprzeczamy całej tej strukturze, a gdy zaprzeczamy, już sama negacja okazuje się światłem umysłu uwolnionego od autorytetu. Negacja wszystkiego, co uchodziło za wartościowe, na przykład zewnętrznej dyscypliny, zewnętrznego przewodnictwa, idealizmu, oznacza studiowanie tego. Wówczas sam akt studiowania staje się nie tylko dyscypliną, lecz także jej negacją, a samo odrzucenie okazuje się pozytywnym aktem. W ten sposób negujemy wszystko, co jest uważane za ważne, aby tylko doprowadzić umysł do spokoju.
Widzimy więc, że nie kontrola, nie opanowanie prowadzi do spokoju. Nie jest też umysł spokojny, gdy tak pochłania go jakiś przedmiot, że umysł się w nim zatraca. Przypomina on wtedy dziecko, któremu dano ciekawą zabawkę. Uspokaja się, ale odbierzcie mu zabawkę, a natychmiast wróci do psot. Wszyscy mamy swoje zabawki, które pochłaniają nas, i sądzimy, że jesteśmy bardzo spokojni. Jeśli człowiek oddaje się jakiejś formie działalności – naukowej, literackiej czy jakiejkolwiek innej – oznacza to tylko, że chwilowo pochłania go jego ulubiona zabawka, ale on sam wcale nie jest spokojny.
Jedyne milczenie, jakie znamy, to cisza, gdy ustaje hałas lub gdy ustaje myśl. Ale to nie jest milczenie. Milczenie jest czymś całkowicie innym, podobnie jak piękno, podobnie jak miłość. Milczenie nie jest wytworem spokojnego, cichego umysłu, nie jest wytworem komórek mózgowych, które zrozumiały całą swą strukturę i rzekły: "Na Boga, bądź cicho!" Komórki mózgowe same wytwarzają milczenie, ale ono też nie jest milczeniem. Milczenie nie jest również rezultatem uwagi. Kiedy obserwator jest przedmiotem obserwacji, oznacza to, że nie ma wtedy tarcia, ale to też nie jest milczenie.
Oczekujecie ode mnie, bym opisał, czym jest milczenie, tak abyście mogli je z czymś porównać, jakoś zinterpretować, zabrać ze sobą i gdzieś schować. Niestety, nie można go opisać. To, co można opisać, jest znane, a wolność od znanego może się pojawić tylko wtedy, gdy każdego dnia człowiek umiera dla znanego, dla cierpień i pochlebstw, dla wszystkich wytworzonych przez siebie wyobrażeń, dla wszystkich swoich doświadczeń – gdy każdego dnia umiera tak, że komórki mózgu stają się świeże, młode, nieskażone. Ale i ta niewinność, ta świeżość, ta cecha delikatności i szlachetności nie tworzy miłości.
To milczenie, które nie jest milczeniem następującym po ustaniu hałasu, jest tylko początkiem. Podobne jest ono do przechodzenia przez mały otwór, za którym znajduje się niezmierzona przestrzeń oceanu, niezmierzony, nie znający czasu stan. Tego nie da się wytłumaczyć słowami, ani pojąć dopóty, dopóki nie zrozumiecie całej struktury świadomości oraz znaczenia przyjemności, smutku i rozpaczy, a komórki mózgu same się nie uspokoją. Wtedy dotrzecie może do tej tajemnicy, której nikt wam nie potrafi objawić, ani nic nie może zniszczyć. Żywy umysł to cichy umysł. Żywy umysł nie ma środka, a tym samym przestrzeni i czasu. Taki umysł jest nieograniczony, i to jest jedyna prawda, jedyna rzeczywistość.

O mnie

Moje zdjęcie

interesuje sie wszystkim co zasluguje na uwage

Archiwum bloga