Obserwatorzy

O wszystkim , co w życiu może być ważne.

Oldis Mikst TV

Zmień swoje życie

Grunt to pewność siebie

ANIELSKI SEKS






Poznając różne kultury religijne oraz teorie na temat aniołów - ich "życia i funkcjonowania" zazwyczaj spotykałem się z teorią, iż anioły nie miały pożycia seksualnego a ów brak był głównym motorem całej transformacji z anioła w człowieka. Moim zdaniem anioły są jednak zdolne do przeżywania seksualnych uniesień, choć myślę, że nie wszystkie anioły są tym zainteresowane. Nie jest to jednak zbliżenie dwóch ciał, ani tym bardziej „kopulacja”, ale bardziej połączenie energetyczne i po części psychiczne, nazwałbym to „energetyczny dotyk”. Taki „akt miłosny” odbywa się w pełnym spokoju, pojawia się delikatnie i delikatnie wygasa, nie paraliżuje, nie wytrąca z równowagi, ale rozpływająca się po ciele energia daje ogromną ilość przyjemnych doznań. Z punktu widzenia ziemskiego trudno to nazywać seksem, ale śmiało nazwałbym to „erotyczna ekstaza miłości”, doznanie takie jest szalenie przyjemne, ale w pełni trzeźwe i spokojne.

Aniołom seks ludzki zdawał się być bardziej efektywny, wydawał się on im być bardziej satysfakcjonujący i dający znacznie więcej ciekawych wrażeń. Przeżywanie ludzkiego orgazmu było dla nich obce tak jak i pożądanie, pragnienie i podniecenie, bo jak tu pożądać czy pragnąć czegoś w sytuacji, kiedy z założenia wszystko jest jakby w zasięgu ręki i dostępne w każdej chwili. Zachowanie człowieka w czasie gry wstępnej przed stosunkiem przypominało aniołom ów akt miłosny w ekstazie, typowy dla nich, dlatego podejrzewały, iż ludzie w czasie samego orgazmu doświadczają czegoś znacznie lepszego, o czym może świadczyć zachowanie człowieka, który orgazm stawia sobie za cel, a w trakcie doświadczania go sprawia wrażenie bardziej szczęśliwego niż w czasie gry wstępnej. Sądzę, iż w czasie owej gry wstępnej ludzie czasem doświadczają uniesienia erotycznego typowego dla anielskiego seksu, jednak nie zawsze, a nawet rzekłbym bardzo rzadko. Wygasa on niestety natychmiast, kiedy u człowieka włącza się instynkt samozachowawczy i dążenie do orgazmu – wytrysku.

Dlatego to właśnie anioły były zachłanne na przeżywanie seksualnych uniesień w ludzkiej formie, jednak szukały czegoś, co raczej nie istnieje. Rozczarowane, ciągle więc poszukują, uciekając się do bardziej wymyślnych form pożycia, próbując wzbudzać w sobie większe emocje np. poprzez różne formy perwersji, ciągle jednak nie znajdują tego, co wydawało im się, że przeżywają ludzie w czasie stosunku. Często przy tym zakłamują się, że taka forma od owej anielskiej bardziej ich satysfakcjonuje, ale to już chyba dlatego, iż o niej dawno zapomniały. To, co człowieka zazwyczaj wprowadza w euforię podczas stosunku i czego zazdrościły mu anioły, to był instynkt samozachowawczy, w który człowiek, jako istota nie w pełni świadoma, został wyposażony, a który dla anioła był zupełnie niezrozumiały, gdyż aniołowi, jako istocie bardziej od człowieka świadomej, jest on niepotrzebny.

Pożądanie jest właśnie niczym innym, jak tylko pozostałością po instynkcie samozachowawczym z czasów, kiedy człowiek przejawiał jeszcze świadomość zwierzęcą, może trochę inną, zmienioną, ale ciągle bazującą na instynkcie samozachowawczym. Pożądanie było częścią owego instynktu, który zapewnia zachowanie danego gatunku i raczej niczym więcej.

Anioły mogły mieć więc seks, można by nazwać, typowo ludzki, bazujący na instynkcie samozachowawczym, ale wydaje mi się, iż nie znalazły w tym satysfakcji i spełnienia. Okazuje się, że tak samo ludzie mogą w ludzkim ciele doświadczać uniesień seksualnych typowych dla aniołów, jest to jednak zupełnie inne doświadczenie od typowego dla człowieka instynktu do zachowania gatunku.

Być może to moje osobiste spostrzeżenia doświadczeń erotycznych, ale warto zastanowić się czy takich doznań jak: „ekstaza miłości”, rozkosz seksualna, rozerotyzowanie, czy jakby to nazywać inaczej, nie doświadczamy najczęściej i w najprzyjemniejszej formie właśnie nie w czasie samego aktu seksualnego, a tak bardziej spontanicznie, w czasie owej gry wstępnej, w czasie spaceru, w czasie pocałunku. O czym wtedy myślimy? Pragniemy wtedy z tą osobą jak najszybciej odbyć stosunek seksualny, prawda? A teraz warto zastanowić się nad następnym, ciekawym pytaniem: czy przypadkiem w czasie takiego szybkiego stosunku to piękne uczucie nie zatraca się? Może jednak warto nie spieszyć się, nie ulegać zwierzęcym instynktom, a pozwolić sobie nacieszyć się tym uczuciem, cieszyć się nim tak, jakby nie było nic innego i pozwolić, by właśnie to uczucie rozwijało się. Przypomnij sobie o najpiękniejszych chwilach uniesienia erotycznego, które przeżyłeś a potem zastanów się czy choć raz pomyślałeś o orgazmie?

Wyróżniłbym więc dwa doświadczenia, które można nazwać orgazmem:
1. Orgazm – wytrysk: typowy dla człowieka, dążenie do zapłodnienia, instynkt samozachowawczy.
2. Orgazm – ekstaza miłości: seks bardziej anielski, ze świadomą koncentracją na uczuciach, erotycznych doznaniach i przepływie energii, koncentracja na sercu, bez emocji w pełnym poczuciu spokoju.
Zdarza się, że te dwie formy łączą się ze sobą i ktoś w czasie dążenia do orgazmu w niewielkim stopniu doświadcza ekstazy miłości, ale chwilę później ulega pożądaniu i dostaje wytrysk, który natychmiast niweluje całą ekstazę.

Seks anielski, czyli ekstazę miłości, odczuwa się w całym ciele, czasem może się ta energia kumulować w różnych częściach ciała, ale nie ma to wiele wspólnego z tak zwanymi punktami erogennymi. By odkryć taką formę doświadczeń erotycznych należy na seks spojrzeć w zupełnie nowy sposób, nie poprzez pożądanie, a jak na zupełnie nowe doznanie z poczuciem spokoju, ciepła, miłości do siebie i swojego partnera oraz z oczekiwaniem doświadczania przyjemności w miejsce pożądania i dążenia do szybkiego zaspokojenia się. Należy nie ulegać mechanizmom – instynktowi samozachowawczemu, a podejść do aktu miłosnego w pełni świadomie, zastanawiając się, jakie zachowanie, uczucia i sposób kierowania w sobie energii daje większą przyjemność w danej chwili i co sprawi, że będzie ona dłuższa i pogłębiająca się. Na początku tej praktyki należy pamiętać, iż instynkt samozachowawczy jest wyłączony, że on nie stanowi o twoim zachowaniu, a dzięki temu nie będziesz mu ulegać. Pożądanie, jeśli się pojawia, należy zaakceptować, nie walczyć z nim, nie tłumić, jednocześnie mu nie ulegać, tylko pozostać w spokoju i poczekać by wygasło. Takie przestawienie się nie jest trudne, wymaga jednak trochę treningu. Na początku przydatne będzie powtarzanie sobie: „instynkt samozachowawczy teraz nie decyduje” lub „pożądanie teraz nie decyduje”, „pożądanie teraz mnie nie interesuje” i przypominanie sobie o tym, powtarzanie za każdym razem, kiedy czujesz, że cię to „ściąga”, zniewala.

By doświadczać owej ekstazy i nie ulegać pożądaniu należy, jak już wspomniałem, podejść do aktu seksualnego w nowy sposób, również pod kontem „technicznym”. W sytuacji, gdy na początku pożycia pojawia się pożądanie należy pozostać w nieruchomym połączeniu narządów i poczekać, aż ono wygaśnie. Tak wiem, każdy mężczyzna będzie się bał, że straci wzwód, jednak by taką ekstazę doświadczyć należy być wolnym od jakichkolwiek lęków, kompleksów itp. Również należy być wyrozumiałym dla swojego partnera. Pierwsze nieudane próby należy potraktować jako trening, zastanawiając się i uzgadniając z partnerem, co należy zmienić i jak do tego podejść bardziej świadomie. Jeśli nawet członek miałby opaść w czasie pierwszych prób, należy się tym nie przejmować i nie bać krytyki ze strony partnerki, natomiast pozwolić sobie na to i poczekać, aż erekcja znów się pojawi. Gdy jesteśmy już wyciszeni i emocjonalnie uspokojeni pozwalamy sobie na wykonywanie głębszych, wolniejszych ruchów od typowego, mechanicznego dążenia do wytrysku. To tak jakby wykonywało się wszystko w zwolnionym tempie z większą koncentracją na wewnętrznych doznaniach i uczuciach. Dobrze jest także nie wykonywać monotonnych, automatycznych ruchów, a pozwolić sobie troszkę pofantazjować np. wykonywać kilka luźniejszych ruchów, a potem jeden głębszy. Można również w czasie stosunku wykonywać jednocześnie ruch biodrami na boki, czy inne fantazje, ale najważniejsze jest by być w pełni świadomym swoich doznań i uczuć do partnera. Takie podejście do pożycia intymnego, na początku jego praktykowania, może wydawać się nudne, można mieć wręcz wrażenie, iż w czasie takiego aktu zatracamy w sobie pewną przyjemność, ale jest to niezbędne do tego by przestawić się na nowe doświadczenia.

Sama jednak strona techniczna nie jest taka ważna. Jak wspomniałem anielska ekstaza nie musiała być związana z kontaktem cielesnym i nie należy jej utożsamiać z punktami erogennymi. Ważne jest więc, by bardziej koncentrować się na sercu i na uczuciach. Jeśli ważny jest dla nas kontakt wzrokowy to lepiej jest koncentrować się na całym kształcie ciała partnera, a nie na poszczególnych jego częściach. Koncentracja na sercu – to znaczy traktowanie pożycia seksualnego jako akt uczuciowy, czyli stan, jakby serca kochanków były połączone. Wtedy zachowania narządów płciowych można pozostawić samym sobie, nie koncentrując na nich swojej uwagi, pozwalając by to się samo działo, pod warunkiem, że nie ma już pożądania, a my czujemy już przepływ przez swoje ciało oczekiwanej przez nas ekstazy miłości. Kontrola narządów płciowych i ich ruchów przydaje się na początku, gdy uwalniamy się od instynktu i pożądania po to, by im nie ulegać. W czasie takiego aktu, bez zwierzęcych instynktów, a z koncentracją na uczuciu miłości w sercu, orgazm – ekstaza pojawia się spontanicznie, błogie uczucie ekstazy miłości odczuwa się raczej w całym ciele, trwa znacznie dłużej i spokojnie wycisza się. W czasie takiego orgazmu wytrysk w ogóle nie powinien się pojawić, natomiast mężczyzna jest zdolny do dalszego stosunku i może doświadczyć nawet do kilkunastu takich orgazmów, które jednak są zupełnie innym doświadczeniem, niż związanym z orgazmem – wytryskiem, jednak o wiele przyjemniejszym, dodatkowo energetyzującym a nie wypompowującym jak w przypadku wytrysku.

Piszę z punktu widzenia mężczyzny, bo nim jestem, jednak myślę, iż w dużym stopniu ten tekst może przydać się również kobietom, bo sądzę, iż często podobnie przeżywają orgazm, a niewątpliwie mają prawo do anielskiej jego formy. Takie podejście do aktu seksualnego może przydać się kobietom również po to by np. zainspirować do innych doznań swoich partnerów.

ŚLEPE ULICZKI





Możemy wyodrębnić kilka przyczyny bezskutecznego dążenia do realizacji postawionego przez siebie celu.

Po pierwsze - zbyt niska samoocena czyli niewiara w to, że możemy swój pozytywny cel urzeczywistnić, że możemy zmienić swój dotychczasowy sposób życia; pokutujące w nas przekonanie, że nie zasługujemy na to, nie mamy prawa, że jesteśmy za mało warci, by osiągnąć jakikolwiek sukces.

Po drugie - niezrozumienie siebie lub stawianego przez siebie celu. Można mieć niesprecyzowany swój cel i realizować go bez głębszego zastanowienia się nad jego sensem i przydatnością.

Po trzecie - możemy próbować realizować sprzeczne z sobą programy, a jak wiemy, sprzeczności nie dają się zmaterializować. Cel mógł na przykład nie być zgodny z „matrycą doskonałości”. To znaczy, że podświadomość dostaje zlecenie z umysłu świadomego sprzeczne z informacją z wyższego Ja. Możemy chcieć osiągnąć coś nie dla naszego osobistego rozwoju, ale na przykład z egoistycznych pobudek, typu chęć zemsty na kimś. Możemy chcieć komuś zaszkodzić swoimi czynami, jednak nasza „matrycowa natura” nie ma w sobie zawistnych cech. Możemy chcieć się dowartościować, zaszpanować, lub komuś coś udowodnić, natomiast nasza nadświadoma jaźń nie ma w sobie żadnych emocji i nigdy się nimi nie kieruje. Egoistyczne cele nigdy nie dają się zmaterializować kiedy angażujemy do pracy wszystkie nasze jaźnie.

Po czwarte - mogły zostać uwolnione nie wszystkie negatywne wzorce myślowe przeciwstawne do stawianego sobie celu. Wiele takich wzorców może być głęboko ukrytych, i dlatego nie zdajemy sobie sprawy z ich istnienia. Możemy się silnie, podświadomie utożsamiać z tym, co nas ogranicza. Głównie będzie to bazować na traumatycznych przeżyciach w przeszłości, co przeradza się w brak wiary w siebie i w realność stawianych sobie obecnie celów. Możemy również bać się, że wraz z uwolnieniem ograniczających nas wzorców, z którymi się utożsamiamy, stracimy coś, co wydaje nam się jeszcze cenne, atrakcyjne lub przydatne. Możemy również obawiać się jakiejkolwiek zmian, ponieważ nie wierzymy, że może nas spotkać w życiu coś lepszego od tego, co aktualnie doświadczamy.
W sytuacji pojawienia się wyżej wymienionych powodów należy powrócić do pracy nad uwolnieniem przyczyn negatywnych wzorców myślowych.

Procesów zachodzących w podświadomości jesteśmy świadomi najwyżej w 10 procentach. Czasem zdarza się, że ktoś po krótkim czasie pracy z sobą ma wyraźne efekty i od razu doświadcza mocy pozytywnej kreacji. Jednak w niedługim czasie może przekonać się, że pojawi się problem z osiągnięciem następnego celu. Dzieje się tak dlatego, że mamy silnie zakodowane negatywne wzorce, przeciwstawne do kodowanych pozytywnych kreacji. Nie urzeczywistnimy nic z tego, co zawiera nasza „matryca doskonałości”, dopóki nie popracujemy nad uwolnieniem negatywnych wzorców.
Żyjemy w społeczności, w kraju, w którym od wieku dziecięcego koduje się właśnie takie negatywne wzorce. Dzieci motywuje się destruktywnie, strachem, krzycząc np. „Zacznij się, głąbie, wreszcie uczyć.” Być może jest to przesadny przykład, ale jest on stosowany w wielu rodzinach. Z takiego kodowania czasem rodzi się mobilizacja do pracy, ale również zostaje ugruntowana niska samoocena, czyli wewnętrzne przeświadczenie, że tak naprawdę to jestem mało wartościowy i tylko ciężką pracą mogę coś osiągnąć. Takie przekonania są silne, dlatego że pojawiają się w okresie naszego dzieciństwa. Jako dzieci jesteśmy łatwowierni, a dodatkowo pierwsze przekonania i wyobrażenia silnie się kodują w świadomości dziecka i trudno je w późniejszym okresie wykorzenić. Podświadomość chłonie jak gąbka uzmysławiane w dzieciństwie wyobrażenia, ale niechętnie zmienia już zaistniałe na nowe i to na tym polega cały problem.
Jeśli nie możemy czegoś urzeczywistnić poprzez pracę nad pozytywną kreacją, to może to znaczyć, że mamy silne przeświadczenie z przeszłości, przeciwstawne do tego, które próbujemy wykreować. Zbawienna może okazać się tutaj praca z afirmacjami uwalniającymi i przebaczającymi oraz praca z technikami regresywnymi.

Należy również pamiętać o tym, żeby w czasie stawiania sobie celu nie ingerować w życie konkretnych ludzi, gdyż nie mamy pewności, że te osoby są w stanie i gotowe spełnić nasze oczekiwania. Masz jednak prawo dostać to, co sobie zaplanujesz od innych osób, ale nie możesz sugerować konkretnie od których. Możesz sobie afirmować idealnego partnera, który okaże ci pełną miłość, ale nie możesz skupiać się na konkretnej osobie. Jeśli już mamy partnera, a on nie jest w stanie odwzajemnić naszych uczuć i tym samym nie jest w stanie ofiarować nam tego, czego od niego oczekujemy, musimy być gotowi na pojawienie się w naszym życiu innego partnera.
Podobnie będzie z pracą. Jeśli ta praca, w której aktualnie pracujesz, nie jest w stanie zaspokoić twoich oczekiwań, to musisz być przygotowany na zmianę zatrudnienia. Jednak nie zawsze będzie nam to potrzebne. Ta praca, w której pracujesz, może okazać się korzystna i w pełni satysfakcjonująca cię po niewielkich zmianach. Również partner, z którym obecnie jesteś związany, może nagle się zmienić i zacząć odwzajemniać twoje uczucia. Jednak ty nie powinieneś sugerować, która z sytuacji miałaby się zmaterializować. Co do tworzenia związków, to należy pamiętać, że chodzi tutaj o odwzajemnienie uczuć a nie tylko o to, co się dostaje od innych czyli należy być gotowym na odwzajemnienie własnych oczekiwań. Natomiast w przypadku kreacji satysfakcjonującej pracy należy wypracować również poczucie własnej kompetencji, rzetelności i skuteczności, a nie oczekiwać tylko wysokiego wynagrodzenia.

BUDOWA NOWYCH SZLAKÓW





Jednym z pierwszych kroków, jakie powinniśmy zrobić, by zacząć przejawiać w życiu codziennym swoje kreacje oraz wizerunek z własnej „matrycy doskonałości”, jest, nierzadko radykalna, zmiana naszego stosunku do otaczającego nas świata. Należy wiedzieć, że jeśli otoczenie przestanie na nas oddziaływać, wówczas pozwoli to naszej „matrycy” swobodniej się ujawniać w naszej codzienności. W mniejszym lub większym stopniu bowiem mamy zakodowany przymus standardowego zachowywania się, czujemy się zobowiązani pamiętać, jak i gdzie należy postąpić, co i w jakiej sytuacji nam wypada zrobić, a co nie, zastanawiamy się, czy nasze zachowanie jest stosowne w danej sytuacji, wobec kogo musimy czuć się pokorni, itp. Przy takim podejściu do życia zapominamy o naszej „matrycy” czyli o naszym luzie, dobrym samopoczuciu i swobodzie.
Dobrze jest odpuścić sobie stereotypy materialnego świata czyli życia według wyuczonych wzorców i schematów, naśladowanie innych ludzi, przejmowanie się opinią innych, kierowanie się emocjami, rywalizacją, pogonią za materią, aktualną modą, itp. Można być od tego wolnym, żyć zgodnie z własną wolą i z własnym sumieniem, robiąc to, co uznajemy za zdrowe, z czym sami się dobrze czujemy. Zazwyczaj wtedy okazuje się, że ludzie doceniają nas i kochają właśnie za nasz własny styl bycia. Wiele osób niewątpliwie może się od nas w takiej sytuacji odsunąć, ale mogą to być wyłącznie osoby, które nie miały do nas w pełni zdrowego stosunku. Należy nauczyć się nie przejmować opinią ludzi i nie starać się spełniać ich oczekiwań oraz uwolnić się od nikomu niepotrzebnego współczucia. Jeśli my sami swój nowy styl życia w pełni zaakceptujemy i poczujemy się z nim dobrze i niewinnie, to zostanie on również zaakceptowany i będzie normalnie traktowany przez innych, nawet, jeśli będziemy zachowywać się nieracjonalnie.

Kolejnym krokiem do osiągnięcia jakiegokolwiek sukcesu jest uwolnienie się od negatywnych, ograniczających nas wzorców zachowania.

Należy uświadomić sobie, że jestem Ja, a nie wyobrażenia o mnie.
Trzeba nauczyć się to rozróżniać.

Nasz „magazyn ego” może przechowywać mnóstwo negatywnych, destruktywnych programów, które nie pozwalają na przejaw pozytywnej kreacji. Dlatego, aby pozytywne afirmacje mogły wpływać na nasz los i przybliżać nas do naszej „matrycy doskonałości”, musimy najpierw oczyścić „magazyn ego” z negatywnych wzorców zachowania. Stres, negatywne emocje, lęk wpływają w znaczny sposób na realizację naszych planów. Koncentrując się na lękach i napięciach, nie potrafimy racjonalnie myśleć, gdyż te emocje zaprzątają nasz umysł.
Gdy nasze ciało jest napięte pod wpływem negatywnych emocji, powstają w nim długotrwałe mikronapięcia mięśni, które przyczyniają się do nieprawidłowej pracy układu nerwowego, co powoduje dostarczanie przez niego nieprawdziwych informacji do naszych organów wewnętrznych. W efekcie organizm zaczyna nieprawidłowo funkcjonować i ciężko chorować. Napięcia mięśni wokół kręgosłupa doprowadzają z kolei do jego skrzywienia, w wyniku czego poszczególne jego kręgi również uciskają na nerwy, wychodzące z rdzenia kręgowego. Napięcia, stres, nerwica, pogarszają nasze krążenie. Nasz oddech staje się niepełny, płytki, a nawet przerywany na parę sekund. W konsekwencji doprowadza to do niedotlenienia organizmu, w tym mózgu, i wtedy nie potrafimy już trzeźwo i racjonalnie myśleć.

Nasze zdrowie jest zależne od naszego stanu psychicznego.

Jeśli natomiast mamy pogodę ducha, jesteśmy zadowoleni, uśmiechnięci, wolni od lęków i negatywnych odczuć, a naszego umysłu nie zaprzątają niepotrzebne myśli, odciągające nas od zdrowej i pełnej analizy danej sytuacji, to wówczas łatwiej przychodzą nam do głowy dobre pomysły i dobre rozwiązania powstających trudności. Więcej na temat zdrowia w rozdziale: „Samouzdrawianie fizyczne”.

Teraz możemy już postawić pierwszy poważny krok na drodze do realizacji naszego celu. Należy podjąć stanowczą decyzję: „Chcę, by to życie, w którym właśnie się przejawiam, dawało mi satysfakcję i możliwości pełnego realizowania siebie. Chcę doświadczać szczęścia i radości w tym świecie, tu i teraz. Chcę czuć się niezależny od materii, ale umieć się nią cieszyć i z niej korzystać. Tu gdzie jestem, czeka mnie wspaniałe życie”. Myśląc tak, wypracowujemy w sobie przekonanie, że miejsce, gdzie jesteśmy, jest dla nas najlepsze i najkorzystniejsze dla naszego rozwoju i urzeczywistnienia szczęścia, do którego przecież dążymy.
Każdy teraz pomyśli, że przecież to oczywiste, że z takimi intencjami żyjemy i dokładnie tego chcemy już od dawna. Jednak czy tak naprawdę powiedzieliśmy to sobie? Czy tak naprawdę zrobiliśmy cokolwiek, by ten swój cel - szczęście zacząć realizować? Czy może jednak woleliśmy wybrać narzekanie i poddanie się presji wyobrażeń otoczenia? Jeśli jednak ulegałeś temu drugiemu, to nie ma co zwlekać. Stań teraz przed lustrem i powiedz głośno i wyraźnie: „Zrobię teraz wszystko, by być szczęśliwym” i zacznij każdą czynność dnia wykonywać pamiętając o swoim postanowieniu i o codziennym pozytywnym nastawieniu. Pamiętaj o tym, to bardzo ważne.

Jeśli już wiesz, że chcesz być szczęśliwy i gotowy zrobić wszystko, by ten nasz świat do tego wykorzystać, możesz przystąpić do dalszej pracy.

Teraz należy postawić sobie cel jak najbardziej zbliżony do boskiego obrazu siebie. By mieć tego pewność, można w medytacji poddać go weryfikacji umysłowi nadświadomemu. Z owym obrazem należy dobrze się czuć, mieć w i z nim dobre samopoczucie, czuć się niewinnie, bezpiecznie i w porządku wobec siebie i innych, a przede wszystkim czuć pełną radość i wewnętrzną satysfakcję z jego realizacji. Nie powinno w nim być nic, co wprowadzałoby cię w zakłopotanie czy negatywne emocje. Wtedy masz pewność, że ten obraz jest bosko doskonały lub zbliżony do owego ideału. Należy również uwierzyć w realność stawianego przez siebie celu. Początkowo nie musisz widzieć szczegółów, wystarczy, że zobaczysz siebie z wyobrażeniem, iż cokolwiek to jest, daje ci to pełną satysfakcję. Na tym etapie nie jest jeszcze konieczne byś zobaczył czym dokładnie masz się zajmować, powinieneś za to mieć pewność, że właśnie to, pomimo że jest jeszcze nie sprecyzowane, jest dokładnie tym czymś, co daje ci pełnie szczęścia i zadowolenia, w dodatku z poczuciem, że przychodzi ci to łatwo i w prosty sposób.
Ważne jest, by nie szukać drogi do postawionego sobie celu i na niej się koncentrować, ale skupiać swoją uwagę na celu ostatecznym, już zrealizowanym czyli zobaczyć siebie już z celem urzeczywistnionym, z urzeczywistnionymi cechami pożądanymi przez siebie, zobaczyć siebie cieszącego się i korzystającego ze swoich osiągnięć. Należy wszystkie swoje czynności wykonywać z silnym przeświadczeniem, iż postawiony przez nas cel jest oczywisty, a my jesteśmy pewni jego materializacji. Należy pamiętać, by każdą swoją pozytywną myśl potwierdzać swoimi czynami w codziennym życiu.
Należy również ustalić z niższym Ja nowy wizerunek siebie - wolny od podatności na sugestie z zewnątrz, od kierowania się emocjami, zwątpień oraz z poczuciem własnej wartości i pewnością siebie. Zapytać, czy niższa jaźń ma coś przeciwko niemu i nakazać jej jego realizację. Jeśli będzie od tego wizerunku uciekać w negatywne emocje i zwątpienia, wówczas należy jej wydać stanowczy nakaz, by trzymała się zleconego zadania i zaprzestała utożsamiania się z negatywnymi emocjami. Należy dobrze jej wyjaśnić nasze idee, zachęcić do realizacji pozytywnego celu, a w ostateczności stanowczo jej nakazywać wykonanie powyższego. Trzeba również wysłuchać argumentów podświadomości, spełnić jej ewentualne wymagania, o ile są one pozytywne. Należy więc nauczyć się odróżniać potrzeby niższego Ja od negatywnych, destrukcyjnych i niepotrzebnych nam obecnie wzorców zachowania.
Wybór drogi do realizacji celu należy pozostawić do uzgodnienia między jaźniami nadświadomą i podświadomą. W tym momencie umysł świadomy nie powinien ingerować a jedynie realizowaną, opracowaną przez pozostałe jaźnie, drogę, zaakceptować i zaufać, że jest najlepsza. Z upływem czasu, w wyniku systematycznej praktyki koncentrowania się na doskonałym obrazie siebie, powinny spontanicznie pojawiać się w twoim życiu konkretne rzeczy, które mieszczą się w ramach owego obrazu, a ty wtedy będziemy mieć pewność, że są one właśnie tym, co daje ci szczęście i satysfakcję. Na tak stworzonym obrazie siebie należy się koncentrować i w miarę możliwości najbardziej do niego dostrajać czyli starać się każdego dnia robić wszystko to, co jest do tego obrazu najbardziej zbliżone.

W czasie dłuższej i systematycznej praktyki co jakiś czas mogą pojawiać się opory przed dalszą realizacją naszej kreacji. Może pojawić się znużenie, zniechęcenie, nieuzasadnione lęki, obawy a nawet, choć to mało prawdopodobne, depresyjne i agresywne stany. Często w takiej sytuacji ludzie rezygnują z dalszej pracy nad sobą i pozostają z uzewnętrznionymi emocjami. W takich sytuacjach nie przerywając swojej pracy, należy ją kontynuować. Dobrze jest postarać się nie ulegać negatywnym odczuciom, zastępując je wiarą w moc pozytywnej kreacji. Można powtarzać sobie wówczas myśl typu: „Ja i tak swój cel osiągnę i tak nadal jest to możliwe”. Jednak w sytuacji powtarzających się negatywnych myśli należy zastanowić się nad ich przyczyną i skupić się na ich uwolnieniu. Są to emocje i ograniczające wzorce zachowań, które były głęboko stłumione, a które uzewnętrzniają się wraz z pracą nad pozytywną kreacją i podnoszeniem samooceny. Trzeba pamiętać, że rozwój duchowy, czyli praca nad sobą, to nie oszukiwanie siebie, ale przekonywanie samego siebie o swoich możliwościach i o słuszności pozytywnych wartości życia. Ważna jest także praca nad uwolnieniem oporów czyli negatywnych programów przeciwstawnych pozytywnym celom